Integracja asymilacja
18.02.2014

Po zakończeniu Wojen Śląskich Frycek II „Soldatenkönig” zgromadził pod jednym sztandarem Śląsk Cieszyński, Śląsk Opawski i Ziemie Kłodzką /Górnego Śląska nie chciał bo uznał ją za ziemię bezwartościową/. Wtedy to na Ziemię Głubczycką ściągnęli nowi przybysze z głębi Niemiec w tym Familie Schuba, Witz, Rduch i Boehm przywożąc swój dobytek, czeredę dzieci i marzenia na dostatniejsze życie na żyznej, Śląskiej, Głubczyckiej ziemi. Rozbudowywano stare wsie i budowano nowe. Powstawały wsie których ogólny widok pamiętam ze swoich szczenięcych lat. Zdjęcie poniżej.
Nastąpiła pełna asymilacja tylko nie wiadomo kto kogo zasymilował. Moja Babcia z pewnością się spolonizowała ale liczyła tylko po niemiecku. Mówić po polsku umiała bardzo dobrze, pisać gorzej i było widać brak wprawy. W języku niemieckim pisała pięknie tzw. gotykiem. Dziadek się zgermanił dość dobrze bo będąc maszynista kolejowym nawet przed wojna przekraczał granicę. Nie pisał ani nie liczył po niemiecku a język pozostawał prosty i dlatego w czasie wojny sprawy administracyjne załatwiała Babcia albo najstarsza córka w rodzinie Emilia /która z wykształcenia była Katechetką/.
Wydaje mi się, że mam zdolność włażenia na cienki lód i to bez istotnego powodu. Tym razem jednak jestem usprawiedliwiony bo to wszystko wina Klarki i jej notki o integracji
Na temat integracji i asymilacji z pewnością wiele może napisać np. Missjonash, która porzuciła Światła Wielkiego Miasta i wtapia się znakomicie w Śląsk Cieszyński.
Integracja i asymilacja następuje na poziomie nie tylko mikro tzn. sąsiedzkich, wiejskich, małych społeczności jak to opisuje Klarka ale może być także zjawiskiem o wiele większym jak u Miss ale także być procesem skomplikowanym ocierającym się o mniejszą i większa politykę.
Integracja w nowych środowiskach była i jest zawsze trudna a czasami jest prawie niemożliwa z różnych przyczyn. Przed oczami staje mi historia mojej rodziny z którą trudno było się zintegrować nie mówiąc już o asymilacji. Dystans do obcych leży w naszej Śląskiej naturze.
Chciałem w krótkiej formie /mam nadzieję ciekawej/ przedstawić znane mi fakty dotyczące tych problemów wplecionych w historię mojej rodziny, której poczatek datuję od roku 1782 na podstawie wpisów do „Famielienbuch” a świadczących właśnie o integracji i asymilacji.
Po zakończeniu Wojen Śląskich Frycek II „Soldatenkönig” zgromadził pod jednym sztandarem Śląsk Cieszyński, Śląsk Opawski i Ziemie Kłodzką /Górnego Śląska nie chciał bo uznał ją za ziemię bezwartościową/. Wtedy to na Ziemię Głubczycką ściągnęli nowi przybysze z głębi Niemiec w tym Familie Schuba, Witz, Rduch i Boehm przywożąc swój dobytek, czeredę dzieci i marzenia na dostatniejsze życie na żyznej, Śląskiej, Głubczyckiej ziemi. Rozbudowywano stare wsie i budowano nowe. Powstawały wsie których ogólny widok pamiętam ze swoich szczenięcych lat. Zdjęcie poniżej.
Zastali tu tubylców mieszkających na tych ziemiach od wieków ze swoją kulturą i obyczajami.
Integracja następowała bardzo powoli gdyż obie strony czyli przybysze i tubylcy znali najczęściej po jednym języku tzn albo polski albo niemiecki i musieli przezwyciężać uprzedzenia wobec siebie.
Po jakimś czasie /podejrzewam, że w połowie XIX w./ zaczynało się iścić powiedzenie, że miłość nie zna granic a praktyka dowiodła, że czynność wynikające z tego uczucia można wykonywać bez dogłębnej znajomości języka obcego o czym przekonuje piosenka Trubadurów /w nietypowym wykonaniu/.
Babcia opowiadała różne śmieszne historyjki które kończyły się połączeniem pełna integracją i asymilacją katolików i ewangelików płci obojga w wieku ledwo pełnoletnim.
W wyniku tej integracji a później asymilacji odnotować mogę początek mojej rodziny o nazwiskach polsko-niemieckich Schuba i Boehm oraz Jenczmionka i Pendziałek z czego wyłonili się moi bezpośredni protoplaści czyli Familia Pendziałków z moją Babcią Elżbietą i Dziadkiem Pawłem.
Jak to bywa w rodzinach, młodzi rozlecieli się po świecie. Rodzina Pendziałków przeniosła się do Gliwic, Boehmów wyemigrowała do Niemiec, Jenczmionkowie pozostali w Głubczyckiem, Rduchowie zamieszkali w Katowicach a familie Schuba /oprócz mojej Babci/ znalazła się w Raciborzu.
Ci którzy jeszcze żyją już nie pamiętaja z jakiej „opcji” się wywodzą i zgodnie stwierdzamy, że jesteśmy HANYSY !!.
Komentarze
Prześlij komentarz