Tragedie na drogach

06.01.2014
refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Kamień Pomorski - "kamiennym argumentem" w dyskusji politycznej.


Od czasu tragicznego wypadku drogowego w Kamieniu Pomorskim, przetoczyła się przez wszystkie możliwe publikatory i fora internetowe fala - porównywalna do tsunami - dyskusji nad stanem naszego bezpieczeństwa na drogach. Jeszcze większą "falą" są chyba pomysły rozwiązania tego problemu.


Jak zwykle w tego rodzaju przypadkach, opozycja od razu "zwietrzyła krew". Kto tylko żyw, ruszył na polowanie na rząd. Konferencja prasowa goniła konferencję. Jednak gdy premier zabrał głos i stwierdził, że potrzebne są radykalne rozwiązania, lecz nie podejmowane na fali emocji - natychmiast jego głos porównano do wystąpień Putina. No cóż, są ludzie którym wszystko kojarzy się z Putinem i Rosją. Jednak w tej notce nie mam zamiaru się nad nimi pastwić ani bronić rządu. Ważne są fakty.

Wiele, zbyt wiele głosów żądało zaostrzenia kar. Jakby to miało coś zmienić. Według mnie to droga donikąd, a jej jedynym efektem będzie tłok w więzieniach. Przecież większość wypadków drogowych wynika z braku wyobraźni. Towarzyszy temu brakowi przekonanie o swych własnych nadzwyczajnych umiejętnościach, oraz nieprzeparta chęć imponowania.

Tu pozwolę sobie na małą dygresję. Proszę spojrzeć na wiek większości sprawców. Wspominam o tym, że już kiedyś na tym blogu, razem z Piotrem polemizowaliśmy z głosami typu - staruchom po 60-ce należy z automatu zabierać prawo jazdy. Głosy te pojawiły się w związku z jakimś wypadkiem samochodowym, którego sprawcą był człowiek w przytoczonym wieku. Próbowaliśmy udowodnić, że statystyki wypadków, takich ludzi ujmują gdzieś na szarym końcu. Dlatego dzisiaj nie będę się odnosił w ogóle do wieku sprawców wypadków.

Wracam do propozycji zaostrzania kar. Jeżeli dzisiaj za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego pod wpływem alkoholu grozi 15 lat więzienia - i jakoś tych sprawców to nie powstrzymało - to tylko wielki naiwniak (by nie powiedzieć idiota) lub równie wielki demagog może twierdzić, że 20 lat wystarczająco ich przestraszy.

Co innego sądowa praktyka. Wyroki zapadające w ramach kodeksu karnego z reguły oscylują w dolnych granicach kary i często do nich sędziowie dodają warunkowe zawieszenie kary. Tu zgodziłbym się na jasne określenie, kiedy nie można tych złagodzonych kar stosować. Spożycie alkoholu i recydywa powinny automatycznie wykluczać "zawiasy" oraz przesunąć dolną granicę kary do połowy jej rozpiętości.

Ciekawie dla ucha brzmiały też propozycje by sprawcy konfiskować pojazd oraz by odpowiedzialnością karną objąć również pasażerów, świadomych stanu kierowcy. Co do konfiskaty to mam wątpliwości. Można przecież i dzisiaj stosować dodatkowe kary finansowe, nawiązki, odszkodowania, których wielkość może nawet przekraczać wartość pojazdu. Natomiast odnośnie współodpowiedzialności pasażerów to chociaż jest to logiczne, jednak bardzo problematyczne. Przecież nie ma takiego prawa by zabraniać osobom pijanym wsiadać do taksówki. A jak taki pasażer może ocenić trzeźwość kierowcy? Na jakiej więc podstawie zarzucić mu współwinę?

Na koniec wątku różnych pomysłów dodam swój. Wspominałem już o braku wyobraźni. Aby pobudzić ją, proponuję, by każdy kierowca u którego alkomat wskaże na "spożycie" z automatu i bezzwłocznie odstawiany był na kilka dni do aresztu. Bez możliwości kaucji, poręczenia czy innych takich wynalazków. Może taki pierwszy i niezbyt długi kontakt z "więźniem" poruszył by jego wyobraźnię. I wtedy te grożące 15 lat nie byłoby abstrakcją.


Jednak mam nieodparte wrażenie, że te wszystkie - a głównie te zgłaszane przez polityków - pomysły mają jeden cel. Zaspokoić naszą atawistyczną potrzebę zemsty. Dlaczego więc nikt jeszcze nie zaproponował, by w przypadku podobnych tragedii winnego oddać do dyspozycji pokrzywdzonych? Niech sami wymierzą "sprawiedliwość", która zaspokoi tą potrzebę? Tylko co na to powie "prawo"? No więc trzeba to prawo zmienić - zmienić w imię zemsty, która "słusznie nam się należy".


Wracam teraz do meritum, bo w powyższym tonie wypowiedział się już chyba każdy, kto miał taką możliwość (a ja nie chcę się powtarzać). To tsunami lamentów i oburzenia pod adresem rządu skłoniło mnie do sięgnięcia po statystyki. Czy naprawdę tak tragicznie jest na naszych drogach? Czy to tylko szok spowodowany ilością ofiar? Czy może również wspaniały pretekst dla niespełnionych polityków?

Otóż wszystkie statystyki pokazują znaczący spadek wypadków drogowych w Polsce we wszystkich kategoriach . I jest to zjawisko trwałe.


Z tych zestawień wyraźnie wynika, że nie ma powodu do takich "wściekłych ataków" na rząd. Pewnie - nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. I wcale nie protestuję przeciwko podejmowaniu debaty na skutek jakiejś tragedii. Tragedie takie, paradoksalnie spełniają też "pozytywną" rolę. Nie pozwalają nam zasypiać, pokazują, że jeszcze coś można poprawić. Bo wyeliminować wypadków drogowych się nie da.

W sierpniu 1896 roku, w Londynie 44-letnia Brygida Driscoll i jej nastoletnia córka przechodziły koło Crystal Palace. Nagle w gospodynię domową uderzył samochód angielsko-francuskiej firmy Motor Carriage, prowadzony przez Arthura Jamesa Edsalla. Kobieta zmarła z powodu obrażeń. Uznaje się ją za pierwszą ofiarę śmiertelną wypadku drogowego. Zszokowani świadkowie zeznawali, że pojazd pędził "tak szybko, jak konny zaprzęg straży pożarnej". W rzeczywistości jechał z prędkością... niewiele ponad 6 km/h. Uznano w końcu, że śmierć Brygidy była przypadkowa. Prowadzący dochodzenie Persy Morrison podsumował: "mam nadzieję, że podobna rzecz już nigdy więcej się nie zdarzy". Od tego czasu liczba wypadków drogowych, w tym również śmiertelnych ofiar stale rosła.

Jeżeli teraz więc, przy gwałtownym wzroście ilości pojazdów na 1000 mieszkańców (w Polsce oczywiście) wykresy powyższe wyglądają jak wyglądają - to tylko histeryk lub demagog-prowokator może chcieć zadymy politycznej.

A może Polska w zestawieniu z innymi krajami Europy wypada bardzo źle? I to jest przyczyną takiej politycznej wrzawy? Jest wiele krajów, wiele statystyk w różnych kategoriach. Przytaczanie ich tutaj zajęłoby jeszcze więcej miejsca niż wykresy przedstawione powyżej. Dlatego zadałem sobie trud, zebrałem dane na temat ilości wypadków drogowych w wybranych państwach Europy. Zebrałem też dane dotyczące liczby mieszkańców tych państw oraz ilości zarejestrowanych w nich samochodów. Stworzyłem na tej podstawie dwa wykresy.


Kolor niebieski wskazuje ilość wypadków drogowych na tysiąc mieszkańców. W tej kategorii im niższy wynik, tym lepiej. Na wykresie widać, że w Polsce na 1000 mieszkańców zdarza się nieco ponad jeden wypadek. Pod tym względem lepiej jest we Francji - nieco mniej niż 1 wypadek, oraz w Dani ~0,6 wypadku. W pozostałych krajach jest już gorzej. W Niemczech ~3,4, Włoszech ~3,8 a w Belgii ~4,6.

Kolor pomarańczowy natomiast obrazuje ile musi zebrać się samochodów, by nastąpił wypadek. Oczywiście w takiej kategorii im wyższy wynik, tym lepiej. W Polsce potrzeba ~516 samochodów, by nastąpiło to zdarzenie. I znowu lepiej jest we Francji - ~584 i Dani ~762. Wśród pozostałych, będących za Polską, W Belgii wystarczy ~122, Austrii ~135 i Niemczech ~153.

Jak skomentują te dane wszyscy alarmiści? Oczywiście wiem, że na życie ludzkie nie ma żadnej ceny. Że żadne statystyki nie przywrócą życia ofiarom wypadków drogowych. Wiem, że "dopingowanie" rządu do dalszego ograniczenia niepotrzebnych śmierci jest głęboko słuszne. Ale zbijanie kapitału politycznego na ofiarach wypadków drogowych jest sprawą potwornie brzydko cuchnącą, sprawą nieetyczną, niemoralną. Mierzi mnie to bardzo - dlatego musiałem coś napisać.

(ze strony "Na sygnale.pl")

Czy to Wam czegoś nie przypomina?

Przypisy:
1) www.statystyka.policja.pl
2) Wypadki drogowe w Polsce w 2012 roku
str. 9, 10, 86
3) liczba samochodów na 1000 mieszkańców
4) państwa świata - liczba ludności



Komentarze