Okiem emeryta (57)
07.10.2013
Wbrew niektórym politykom czuję się patriotą. Zależy mi na kraju moim i moich przodków. Dlatego też bez wahania dwa lata temu wziąłem udział w akcji promującej wśród turystów Polskę, a właściwie jeden z najpiękniejszych jej regionów – Mazury. Była to światowa akcja „7 NOWYCH CUDÓW NATURY”. Oddałem głos w tym konkursie oczywiście na Mazury.
Jak tu bowiem nie promować takich pięknych okoliczności przyrody!
Za moją również więc sprawą, Mazury choć nie znalazły się w finałowej siódemce, zajęły miejsce 14 pokonując wszystkich finalistów z Europy oraz takie miejsca jak: Wielki Kanion Kolorado, Malediwy, czy Wyspy Galapagos! Nareszcie osiągnąłem sukces!
Już widziałem oczami wyobraźni jak zachęceni opisami i zdjęciami prezentowanymi w konkursie zjeżdżają do nas bogaci turyści z całego świata. I zamiast wydawać swe dolary, czy może nawet petro-dolary na jakichś, pożal się Boże Hawajach, Malediwach czy choćby Kanarach – zostawiają je tu, na ziemi piastowskiej.
Faktycznie turystyka na Mazurach naprawdę się zaczęła rozwijać, w dziedzinie infrastruktury już nie musimy się wstydzić Europy.
A dzisiaj dowiaduję się, że zespół naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego, który oceniał jakość wód i zagrożenia eutrofizacją jezior południowej części kompleksu Wielkich Jezior Mazurskich stwierdził, że jeziorom tym grozi degradacja.
Największy wpływ na zjawisko, zwane procesem eutrofizacji, ma sposób użytkowania i zagospodarowania zlewni Wielkich Jezior Mazurskich, a także nawodna aktywność turystyczna. Eutrofizacja to procesy użyźniania wód, które mogą prowadzić do zarastania i powolnego zamierania akwenu. Winowajcą jest niedostateczne oczyszczanie ścieków w oczyszczalniach komunalnych a także wzrastający ruch turystyczny na wodzie.
Dzięki ściekom, wyrzucanym odpadkom z łodzi i motorówek kabinowych błękitne wody jezior mazurskich coraz częściej wyglądają tak jak powyżej. Jeżeli chodzi o turystów, to przepisy dotyczące rejestracji i dopuszczenia do żeglugi dużych pływających jednostek kabinowych, nie nakładają na ich właścicieli i użytkowników konieczności wyposażenia łodzi w systemy sanitarne. Nie ma też obowiązku opróżniania łódek z nieczystości w eko-marinach.
I tak oto oddając swój głos w wydawałoby się słusznej sprawie, przyczyniłem się do „śmierci” tego uroczego kawałka naszego kraju. No, może teraz wpadłem w nieuzasadniony pesymizm. Jest bowiem diagnoza, to i może lekarstwo się znajdzie.
Morał z tego taki – nie śmiejcie się z ludowych mądrości i przysłów. Jedno z nich bowiem mówi – dobrymi chęciami, piekło wybrukowane.
Wbrew niektórym politykom czuję się patriotą. Zależy mi na kraju moim i moich przodków. Dlatego też bez wahania dwa lata temu wziąłem udział w akcji promującej wśród turystów Polskę, a właściwie jeden z najpiękniejszych jej regionów – Mazury. Była to światowa akcja „7 NOWYCH CUDÓW NATURY”. Oddałem głos w tym konkursie oczywiście na Mazury.
Jak tu bowiem nie promować takich pięknych okoliczności przyrody!
Za moją również więc sprawą, Mazury choć nie znalazły się w finałowej siódemce, zajęły miejsce 14 pokonując wszystkich finalistów z Europy oraz takie miejsca jak: Wielki Kanion Kolorado, Malediwy, czy Wyspy Galapagos! Nareszcie osiągnąłem sukces!
Już widziałem oczami wyobraźni jak zachęceni opisami i zdjęciami prezentowanymi w konkursie zjeżdżają do nas bogaci turyści z całego świata. I zamiast wydawać swe dolary, czy może nawet petro-dolary na jakichś, pożal się Boże Hawajach, Malediwach czy choćby Kanarach – zostawiają je tu, na ziemi piastowskiej.
Faktycznie turystyka na Mazurach naprawdę się zaczęła rozwijać, w dziedzinie infrastruktury już nie musimy się wstydzić Europy.
A dzisiaj dowiaduję się, że zespół naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego, który oceniał jakość wód i zagrożenia eutrofizacją jezior południowej części kompleksu Wielkich Jezior Mazurskich stwierdził, że jeziorom tym grozi degradacja.
Największy wpływ na zjawisko, zwane procesem eutrofizacji, ma sposób użytkowania i zagospodarowania zlewni Wielkich Jezior Mazurskich, a także nawodna aktywność turystyczna. Eutrofizacja to procesy użyźniania wód, które mogą prowadzić do zarastania i powolnego zamierania akwenu. Winowajcą jest niedostateczne oczyszczanie ścieków w oczyszczalniach komunalnych a także wzrastający ruch turystyczny na wodzie.
I tak oto oddając swój głos w wydawałoby się słusznej sprawie, przyczyniłem się do „śmierci” tego uroczego kawałka naszego kraju. No, może teraz wpadłem w nieuzasadniony pesymizm. Jest bowiem diagnoza, to i może lekarstwo się znajdzie.
Morał z tego taki – nie śmiejcie się z ludowych mądrości i przysłów. Jedno z nich bowiem mówi – dobrymi chęciami, piekło wybrukowane.




Komentarze
Prześlij komentarz