Tajne więzienia CIA
25.01.2014

Nie zamierzam tu polemizować czy choćby dyskutować o "faktach" z "Washington Post". Każdy zna je doskonale. Przyczynkiem do napisania tego postu były dwie wypowiedzi.
Pierwsza, to oświadczenie posła Hoffmana, który wyraził swą wiarę w słowa prezydenta Kwaśniewskiego. PiS nie będzie komentował tych "rewelacji", bowiem skoro prezydent Kwaśniewski powiedział, że tajnych więzień CIA w Polsce nie było - to ich nie było! Ciekaw jestem jednak komentarza pana Hoffmana, gdyby jutro prezydent Komorowski wydał oświadczenie, że sprawdził wszystko - i więzień na prawdę nie było. Czy poseł Hoffman przyjąłby te słowa z takim samym zaufaniem?
Druga wypowiedź, to słowa premiera Millera. Powiedział on, że nigdy nie był koordynatorem służb specjalnych, więc nie ma wiedzy na ten temat. I o ile przedstawiona powyżej wypowiedź skłoniła mnie raczej do satyrycznego do niej podejścia, o tyle wypowiedzi Millera trochę się boję.
Sugeruje ona bowiem, że w naszym państwie mogą istnieć obszary nie podlegające rządowi. Przynajmniej naszemu. A jeżeli dołożyć do tego, że zarządzający tymi obszarami są finansowani przez obce służby czy rządy - to dalibóg, czas zastanowić się, czy nie wstąpić do PiS-u.*
Oliwy do ognia dodają informacje Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Wynika z nich, że jednej osobie, będącej funkcjonariuszem publicznym postawiono zarzut. Jednak "Z uwagi na dobro śledztwa nie podajemy, kim jest ta osoba, ani jakiej treści zarzuty jej postawiono". Mnie na prawdę mało obchodzi jaka to osoba. Jednak kluczowe są te "postawione zarzuty".
Nie mam bowiem specjalnych wątpliwości co do współpracy z CIA oraz udzielenia tej agencji pomocy w formie użyczenia jakiegoś terenu i obszaru. Nawet, jeżeli wiadomo było, że będzie to tymczasowe więzienie. Trudno też stawiać komuś zarzuty z powodu popełnienia przestępstwa przez sojusznicze siły. To oni powinni odpowiadać za swe czyny.
Więzienie to funkcjonowało niecały rok, więc i nikt z funkcjonariuszy polskich władz czy odpowiednich służb nie był w stanie posiąść takiej wiedzy o tym więzieniu, jaka mamy dzisiaj.
Proszę sobie przypomnieć sprawę naszych żołnierzy z Nangar Khel. Nikt ich nie oskarżał o odpłatne wysługiwanie się obcej armii. Odpowiadali oni tylko za swoje czyny. Armia polska za udział w wojnie afgańskiej, otrzymała od armii USA pomoc w sprzęcie. Można ją też przeliczyć na dolary. Więc i rewelacje o kwocie 15 mln dolarów za udostępnienie odpowiednich obiektów nie jest taka bulwersująca.
Nie jest - ale pod pewnym zasadniczym warunkiem. Wszystko zależy od sposobu realizowania "tej transakcji". Jeżeli -jak słychać - pieniądze te były przywożone w kartonach i przekazywane nie wiedzieć komu, to istnieje podejrzenie (i to uzasadnione), że suma ta miała nie tylko udostępnić potrzebną sojusznikom infrastrukturę, ale że raczej być mogła zapłatą za "nic nie widzenie i nie słyszenie". Wtedy adresat tych pieniędzy może być śmiało oskarżony o współudział.
W tym kontekście, jakoś dziwnie brzmią słowa premiera Millera. Równie dziwnie może wyglądać zaufanie PiS-u do SLD-owskiego prezydenta.
O co ten cały wrzask?
Ostatnie newsy zamieszczone w "Washington Post" mówią o "tajnych więzieniach CIA w Polsce, w których torturowano ludzi podejrzanych o terroryzm. Doniesienia te, na nowo rozpaliły dyskusję, która przecież tak naprawdę toczy się już kilka lat.
Nie zamierzam tu polemizować czy choćby dyskutować o "faktach" z "Washington Post". Każdy zna je doskonale. Przyczynkiem do napisania tego postu były dwie wypowiedzi.
Pierwsza, to oświadczenie posła Hoffmana, który wyraził swą wiarę w słowa prezydenta Kwaśniewskiego. PiS nie będzie komentował tych "rewelacji", bowiem skoro prezydent Kwaśniewski powiedział, że tajnych więzień CIA w Polsce nie było - to ich nie było! Ciekaw jestem jednak komentarza pana Hoffmana, gdyby jutro prezydent Komorowski wydał oświadczenie, że sprawdził wszystko - i więzień na prawdę nie było. Czy poseł Hoffman przyjąłby te słowa z takim samym zaufaniem?
Druga wypowiedź, to słowa premiera Millera. Powiedział on, że nigdy nie był koordynatorem służb specjalnych, więc nie ma wiedzy na ten temat. I o ile przedstawiona powyżej wypowiedź skłoniła mnie raczej do satyrycznego do niej podejścia, o tyle wypowiedzi Millera trochę się boję.
Sugeruje ona bowiem, że w naszym państwie mogą istnieć obszary nie podlegające rządowi. Przynajmniej naszemu. A jeżeli dołożyć do tego, że zarządzający tymi obszarami są finansowani przez obce służby czy rządy - to dalibóg, czas zastanowić się, czy nie wstąpić do PiS-u.*
Oliwy do ognia dodają informacje Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Wynika z nich, że jednej osobie, będącej funkcjonariuszem publicznym postawiono zarzut. Jednak "Z uwagi na dobro śledztwa nie podajemy, kim jest ta osoba, ani jakiej treści zarzuty jej postawiono". Mnie na prawdę mało obchodzi jaka to osoba. Jednak kluczowe są te "postawione zarzuty".
Nie mam bowiem specjalnych wątpliwości co do współpracy z CIA oraz udzielenia tej agencji pomocy w formie użyczenia jakiegoś terenu i obszaru. Nawet, jeżeli wiadomo było, że będzie to tymczasowe więzienie. Trudno też stawiać komuś zarzuty z powodu popełnienia przestępstwa przez sojusznicze siły. To oni powinni odpowiadać za swe czyny.
Więzienie to funkcjonowało niecały rok, więc i nikt z funkcjonariuszy polskich władz czy odpowiednich służb nie był w stanie posiąść takiej wiedzy o tym więzieniu, jaka mamy dzisiaj.
Proszę sobie przypomnieć sprawę naszych żołnierzy z Nangar Khel. Nikt ich nie oskarżał o odpłatne wysługiwanie się obcej armii. Odpowiadali oni tylko za swoje czyny. Armia polska za udział w wojnie afgańskiej, otrzymała od armii USA pomoc w sprzęcie. Można ją też przeliczyć na dolary. Więc i rewelacje o kwocie 15 mln dolarów za udostępnienie odpowiednich obiektów nie jest taka bulwersująca.
Nie jest - ale pod pewnym zasadniczym warunkiem. Wszystko zależy od sposobu realizowania "tej transakcji". Jeżeli -jak słychać - pieniądze te były przywożone w kartonach i przekazywane nie wiedzieć komu, to istnieje podejrzenie (i to uzasadnione), że suma ta miała nie tylko udostępnić potrzebną sojusznikom infrastrukturę, ale że raczej być mogła zapłatą za "nic nie widzenie i nie słyszenie". Wtedy adresat tych pieniędzy może być śmiało oskarżony o współudział.
W tym kontekście, jakoś dziwnie brzmią słowa premiera Millera. Równie dziwnie może wyglądać zaufanie PiS-u do SLD-owskiego prezydenta.


Komentarze
Prześlij komentarz