KOŚCIÓŁ A SPRAWA POLSKA
18.01.2014

W tym momencie przypomniał mi się tekst, który napisałem ponad miesiąc temu, ale nie pamiętam już z jakich powodów go nie opublikowałem. Ponieważ w ostatnich dniach wiele czynników obiektywnych (ale również i zwyczajny brak pomysłu na tekst) złożyło się na moja małą aktywność blogową - postanowiłem więc zaprezentować go dzisiaj. Może i w tej sprawie nastąpi jakiś przełom, chociaż potrzebny by był on nie tyle ze strony kościelnej, ile ze strony polityków, z których część stara się "zarobić" parę punktów strojąc się w piórka obrońców kościoła, a inni w piórka obrońców państwa neutralnego światopoglądowo.
Maria Skłodowska-Curie podczas spotkania Międzynarodowego Komitetu Współpracy Intelektualnej Ligi Narodów w 1921 opowiedziała następujący dowcip:
W konkursie literackim na temat słonia Anglik przedstawił pracę:
- „Moje doświadczenia w polowaniu na słonie w Afryce Południowej”,
Francuz napisał esej na temat:
- „Seksualne i erotyczne życie słoni”,
a tytuł opowiadania Polaka
– „Słoń a Polska Niezależność Narodowa”.
Dlaczego przytoczyłem tą anegdotę? Dlatego, że od paru ładnych lat w Polsce nie można dyskutować o problemach kościoła - tego powszechnego jak i hierarchicznego - by kogoś nie ukłuć w "patriotyzm".
Kościół miał i ma swoje miejsce w społeczeństwie. Miał i ma nawet zasługi wobec niego. Jednak nie cała historia kościoła w Polsce jest bezwarunkowo przepojona patriotyzmem. Nie mam zamiaru robić wykładu z tysiącletniej historii kościoła w państwowości polskiej. Wystarczy przypomnieć stanowisko papieży do wobec rozbiorów.
• Papież Pius VI 24 lutego 1792 skierował do Katarzyny II podziękowanie, w którym nazwał ją heroiną stulecia i sławił jej podboje. Wśród nich wymienił pierwszy rozbiór Polski.
• Również Pius VI pobłogosławił targowicę i wyraził życzenie: "aby stworzenie konfederacji stało się początkiem niewzruszonej spokojności i szczęścia Rzeczypospolitej".
• Ale też Stolica Apostolska jako jedyna obok Imperium Osmańskiego nie uznała III rozbioru Polski.
Tak więc widać wyraźnie, że nie można bezwarunkowo i bezkrytycznie twierdzić, że kościół zawsze był, jest i będzie gwarantem naszej suwerenności i że tylko pod jego "sztandarem" może występować patriota i prawdziwy Polak.
Owszem, wielu księży doświadczyło niedoli rozbiorowej, często płacąc życiem za obronę polskości. Również podczas II wojny światowej los księży wcale nie był lepszy od losu reszty narodu. Jednak według mojego przekonania - księża ci płacili nie za to, że byli kapłanami, lecz za to, że byli Polakami. Również i najnowsza historia Polski nie jest jednoznaczna pod tym względem.
I z przykrością muszę stwierdzić, że ja odbieram dzisiejszą postawę kościoła jako znacznie gorszą niż w historii. Tam bowiem tylko uwikłani w politykę papieże czy hierarchowie czasami robili coś, co dzisiaj jest odbierane jako jednoznacznie naganne. Kapłani niższych szczebli w zdecydowanej większości czuli więź z "ludem" i uczestniczyli w ich losach.
Dzisiaj wyjątkiem są kapłani, którzy spory o dobra doczesne na styku państwo - kościół nie traktują jako ataku na kościół i swobody religijne. A przecież trzeba pamiętać, że kościół funkcjonuje na zupełnie innych zasadach niż "lud pracujący". I ten "lud" pracując i płacąc podatki ma prawo w obronie swych potrzeb, zarówno tych biologicznych jak i tych wyższego rzędu do organizowania protestów, manifestacji czy strajków. Mogą one być kierowane pod adresem pracodawców, jak również władz państwowych. Bowiem to oni te władze utrzymują ze swoich podatków.
A ksiądz wyprowadzający na ulicę "rzesze wiernych" tylko dlatego, że nie udało się pewne przedsięwzięcie biznesowe wykazuje tu niestety postawę antypaństwową. Na dodatek, by jakoś usprawiedliwić te działania, głosi się, że to w obronie swobód religijnych, że w proteście przeciwko temu iż rządzą nami nie-polacy, nie-patrioci, w ogóle zdrajcy ojczyzny.
A mimo tego wszystkiego głupio się poczułem na skutek działania Palikota i jego partii w sprawie zdjęcia krzyża ze ściany sali sejmowej. Piszę celowo i z mocą podkreślam, że chodzi o zdjęcie a nie o usunięcie. To drugie miałoby miejsce, gdyby ten krzyż został powieszony przez delegację parlamentarzystów w asyście ich kapelana (chyba takiego mają) i w uroczystej oprawie. Jednak to co nastąpiło chyłkiem i nocą nazywać się może jedynie zawieszeniem - a działanie odwrotne jest zdjęciem. Te wyjaśnienia nie mają nic do rzeczy jeżeli chodzi o motyw tego felietonu. Jednak musiałem je umieścić, gdyż właśnie ze strony Kościoła słyszę to nadużycie - "usuwanie Krzyża".
Moim zdaniem ani sala sejmowa, ani żaden urząd administracji państwowej to nie miejsce na wieszanie symboli religijnych. Jeżeli urzędnicy państwowi czują potrzebę manifestacji swego światopoglądu, mogą nosić na szyi krzyżyki, medaliki a na palcach sygnety czy pierścionki z symbolami religijnymi. Będzie to wtedy jasny przekaz - w tym urzędzie państwowym pracuje wyznawca takiej a nie innej religii. Natomiast sam urząd powinien być areligijny i oczywiście również apolityczny. Niezależnie od tego jacy ludzie w nim pracują czy nim zarządzają.
Tak więc zbulwersowany byłem wiadomością o "tajnym" zawieszeniu krzyża w sejmie. Jednak w prawie polskim, nie tylko tym zwyczajowym, ale i tym skodyfikowanym istnieje coś, co zwie się "prawem zasiedzenia".
Przez wiele lat, pomimo różnych ekscesów politycznych, krzyż spokojnie sobie wisiał. Podejrzewam, że wielu posłów może nawet przestało go zauważać. Aż tu nagle Palikot, sprawa sądowa, zapowiedź Trybunału Europejskiego. I wtedy zjeżyłem się po raz drugi. I w tym przypadku nie będę protestował, gdy z jakiejś ambony usłyszę iż "próba zdjęcia krzyża to zamach na swobody religijne i wypowiedzenie wojny kościołowi".
I chociaż do tej pory los partii Palikota niewiele mnie obchodził - owszem, znalazłem tam parę ciekawych propozycji (ale kto ich nie ma przed wyborami?) - to teraz niestety, ale życzę mu w nadchodzących wyborach góra 3% głosów. Wiem, że w walce o mandaty parlamentarne (czytaj: stołki) żadna z partii nie waha się używać dwuznacznych co najmniej sposobów. Ale z reguły są one skierowane przeciwko konkurentom.
I chociaż wiązałem pewne nadzieje (to jeden z tych ciekawych pomysłów) z programowym antyklerykalizmem Palikota jako straszakiem wobec pazerności hierarchów kościelnych - to dzisiaj z tego powodu odczuwam niesmak. Co innego bowiem próby unormowania statusu instytucji kościoła w państwie, zgodnie z prawem tego państwa - a co innego tanie, efekciarskie chwyty w postaci "zamachu" na różne symbole.
Czy zdjęcie krzyża z sali sejmowej cokolwiek zmieni? Czy będzie to równoznaczne z np. renegocjacją konkordatu? Czy biskupi po takiej akcji będą skłonni oddać dobra materialne, w których posiadanie weszli w sposób co najmniej dziwny? Oczywiście nie!
Co zatem Palikot osiągnie? Poza chwilowym zainteresowaniem mediów i może przychylnością jakiejś części elektoratu lewicowego - nic. No może parę punktów w rankingach.
A używanie symboli różnych religii czy organizacji dla osiągnięcia takiego błahego celu - może oznaczać jedno, dla Palikota nie ma żadnych świętości. Nie ma żadnych stałych wartości, którymi by się kierował. Jednym słowem jego ideologia zawarta jest w jednym zdaniu - mnie to musi się opłacić.
Czy oznacza to jednak, że ja godzę się na bezprawne działania w stylu wieszania po kryjomu symboli religijnych wszędzie gdzie się da? Absolutnie nie. Nadal będę żądał od naszych parlamentarzystów, by stali na straży Konstytucji i wszystkich praw z niej wypływających. Samowola budowlana, też nie jest gwarantem spokojnego snu właściciela "samowolki". Może ona zostać zgodnie z prawem wyburzona na koszt właściciela.
W sprawie krzyża też sąd już się wypowiedział - i ja zgadzam się z uzasadnieniem wyroku. Ale aby "samowolce" położyć kres lub ją usankcjonować, to właściwym miejscem do rozwiązania tego problemu jest parlament. Niech posłowie wreszcie zbiorą się na odwagę i w jawnym głosowaniu wyrażą swe zdanie. I jak na państwo demokratyczne przystało - wola większości będzie prawem.
Watykan przed Komitetem do spraw Praw Dziecka w Genewie
Gdy dowiedziałem się, że Watykan odpowiada na zarzuty i pytania w sprawie pedofilii przed ONZ-owskim Komitetem do spraw Praw Dziecka w Genewie, ucieszyłem się bardzo. Nie z faktu, że ktoś zadaje przedstawicielom kościoła niewygodne pytania ale z faktu, że jest to pierwszy tak jasny przypadek gdy Watykan uznał nadrzędność instytucji międzynarodowych nad sobą. Chociaż Watykan w 1990 roku ratyfikował Konwencję o Prawach dziecka, jakoś do tej pory nie pamiętał o tym. Zawsze uważał, że próby osądu pedofilii w kościele to sprawa wewnętrzna kościoła. Jednak chyba coś się zmienia. Może i w innych sprawach, np. majątkowo-skarbowych, kościół też uzna podległość władzy cywilnej państwa na terenie którego prowadzi działalność.
W tym momencie przypomniał mi się tekst, który napisałem ponad miesiąc temu, ale nie pamiętam już z jakich powodów go nie opublikowałem. Ponieważ w ostatnich dniach wiele czynników obiektywnych (ale również i zwyczajny brak pomysłu na tekst) złożyło się na moja małą aktywność blogową - postanowiłem więc zaprezentować go dzisiaj. Może i w tej sprawie nastąpi jakiś przełom, chociaż potrzebny by był on nie tyle ze strony kościelnej, ile ze strony polityków, z których część stara się "zarobić" parę punktów strojąc się w piórka obrońców kościoła, a inni w piórka obrońców państwa neutralnego światopoglądowo.
Maria Skłodowska-Curie podczas spotkania Międzynarodowego Komitetu Współpracy Intelektualnej Ligi Narodów w 1921 opowiedziała następujący dowcip:
W konkursie literackim na temat słonia Anglik przedstawił pracę:
- „Moje doświadczenia w polowaniu na słonie w Afryce Południowej”,
Francuz napisał esej na temat:
- „Seksualne i erotyczne życie słoni”,
a tytuł opowiadania Polaka
– „Słoń a Polska Niezależność Narodowa”.
Dlaczego przytoczyłem tą anegdotę? Dlatego, że od paru ładnych lat w Polsce nie można dyskutować o problemach kościoła - tego powszechnego jak i hierarchicznego - by kogoś nie ukłuć w "patriotyzm".
Kościół miał i ma swoje miejsce w społeczeństwie. Miał i ma nawet zasługi wobec niego. Jednak nie cała historia kościoła w Polsce jest bezwarunkowo przepojona patriotyzmem. Nie mam zamiaru robić wykładu z tysiącletniej historii kościoła w państwowości polskiej. Wystarczy przypomnieć stanowisko papieży do wobec rozbiorów.
• Papież Pius VI 24 lutego 1792 skierował do Katarzyny II podziękowanie, w którym nazwał ją heroiną stulecia i sławił jej podboje. Wśród nich wymienił pierwszy rozbiór Polski.
• Również Pius VI pobłogosławił targowicę i wyraził życzenie: "aby stworzenie konfederacji stało się początkiem niewzruszonej spokojności i szczęścia Rzeczypospolitej".
• Ale też Stolica Apostolska jako jedyna obok Imperium Osmańskiego nie uznała III rozbioru Polski.
Tak więc widać wyraźnie, że nie można bezwarunkowo i bezkrytycznie twierdzić, że kościół zawsze był, jest i będzie gwarantem naszej suwerenności i że tylko pod jego "sztandarem" może występować patriota i prawdziwy Polak.
Owszem, wielu księży doświadczyło niedoli rozbiorowej, często płacąc życiem za obronę polskości. Również podczas II wojny światowej los księży wcale nie był lepszy od losu reszty narodu. Jednak według mojego przekonania - księża ci płacili nie za to, że byli kapłanami, lecz za to, że byli Polakami. Również i najnowsza historia Polski nie jest jednoznaczna pod tym względem.
I z przykrością muszę stwierdzić, że ja odbieram dzisiejszą postawę kościoła jako znacznie gorszą niż w historii. Tam bowiem tylko uwikłani w politykę papieże czy hierarchowie czasami robili coś, co dzisiaj jest odbierane jako jednoznacznie naganne. Kapłani niższych szczebli w zdecydowanej większości czuli więź z "ludem" i uczestniczyli w ich losach.
Dzisiaj wyjątkiem są kapłani, którzy spory o dobra doczesne na styku państwo - kościół nie traktują jako ataku na kościół i swobody religijne. A przecież trzeba pamiętać, że kościół funkcjonuje na zupełnie innych zasadach niż "lud pracujący". I ten "lud" pracując i płacąc podatki ma prawo w obronie swych potrzeb, zarówno tych biologicznych jak i tych wyższego rzędu do organizowania protestów, manifestacji czy strajków. Mogą one być kierowane pod adresem pracodawców, jak również władz państwowych. Bowiem to oni te władze utrzymują ze swoich podatków.
A ksiądz wyprowadzający na ulicę "rzesze wiernych" tylko dlatego, że nie udało się pewne przedsięwzięcie biznesowe wykazuje tu niestety postawę antypaństwową. Na dodatek, by jakoś usprawiedliwić te działania, głosi się, że to w obronie swobód religijnych, że w proteście przeciwko temu iż rządzą nami nie-polacy, nie-patrioci, w ogóle zdrajcy ojczyzny.
A mimo tego wszystkiego głupio się poczułem na skutek działania Palikota i jego partii w sprawie zdjęcia krzyża ze ściany sali sejmowej. Piszę celowo i z mocą podkreślam, że chodzi o zdjęcie a nie o usunięcie. To drugie miałoby miejsce, gdyby ten krzyż został powieszony przez delegację parlamentarzystów w asyście ich kapelana (chyba takiego mają) i w uroczystej oprawie. Jednak to co nastąpiło chyłkiem i nocą nazywać się może jedynie zawieszeniem - a działanie odwrotne jest zdjęciem. Te wyjaśnienia nie mają nic do rzeczy jeżeli chodzi o motyw tego felietonu. Jednak musiałem je umieścić, gdyż właśnie ze strony Kościoła słyszę to nadużycie - "usuwanie Krzyża".
Moim zdaniem ani sala sejmowa, ani żaden urząd administracji państwowej to nie miejsce na wieszanie symboli religijnych. Jeżeli urzędnicy państwowi czują potrzebę manifestacji swego światopoglądu, mogą nosić na szyi krzyżyki, medaliki a na palcach sygnety czy pierścionki z symbolami religijnymi. Będzie to wtedy jasny przekaz - w tym urzędzie państwowym pracuje wyznawca takiej a nie innej religii. Natomiast sam urząd powinien być areligijny i oczywiście również apolityczny. Niezależnie od tego jacy ludzie w nim pracują czy nim zarządzają.
Tak więc zbulwersowany byłem wiadomością o "tajnym" zawieszeniu krzyża w sejmie. Jednak w prawie polskim, nie tylko tym zwyczajowym, ale i tym skodyfikowanym istnieje coś, co zwie się "prawem zasiedzenia".
Przez wiele lat, pomimo różnych ekscesów politycznych, krzyż spokojnie sobie wisiał. Podejrzewam, że wielu posłów może nawet przestało go zauważać. Aż tu nagle Palikot, sprawa sądowa, zapowiedź Trybunału Europejskiego. I wtedy zjeżyłem się po raz drugi. I w tym przypadku nie będę protestował, gdy z jakiejś ambony usłyszę iż "próba zdjęcia krzyża to zamach na swobody religijne i wypowiedzenie wojny kościołowi".
I chociaż do tej pory los partii Palikota niewiele mnie obchodził - owszem, znalazłem tam parę ciekawych propozycji (ale kto ich nie ma przed wyborami?) - to teraz niestety, ale życzę mu w nadchodzących wyborach góra 3% głosów. Wiem, że w walce o mandaty parlamentarne (czytaj: stołki) żadna z partii nie waha się używać dwuznacznych co najmniej sposobów. Ale z reguły są one skierowane przeciwko konkurentom.
I chociaż wiązałem pewne nadzieje (to jeden z tych ciekawych pomysłów) z programowym antyklerykalizmem Palikota jako straszakiem wobec pazerności hierarchów kościelnych - to dzisiaj z tego powodu odczuwam niesmak. Co innego bowiem próby unormowania statusu instytucji kościoła w państwie, zgodnie z prawem tego państwa - a co innego tanie, efekciarskie chwyty w postaci "zamachu" na różne symbole.
Czy zdjęcie krzyża z sali sejmowej cokolwiek zmieni? Czy będzie to równoznaczne z np. renegocjacją konkordatu? Czy biskupi po takiej akcji będą skłonni oddać dobra materialne, w których posiadanie weszli w sposób co najmniej dziwny? Oczywiście nie!
Co zatem Palikot osiągnie? Poza chwilowym zainteresowaniem mediów i może przychylnością jakiejś części elektoratu lewicowego - nic. No może parę punktów w rankingach.
A używanie symboli różnych religii czy organizacji dla osiągnięcia takiego błahego celu - może oznaczać jedno, dla Palikota nie ma żadnych świętości. Nie ma żadnych stałych wartości, którymi by się kierował. Jednym słowem jego ideologia zawarta jest w jednym zdaniu - mnie to musi się opłacić.
Czy oznacza to jednak, że ja godzę się na bezprawne działania w stylu wieszania po kryjomu symboli religijnych wszędzie gdzie się da? Absolutnie nie. Nadal będę żądał od naszych parlamentarzystów, by stali na straży Konstytucji i wszystkich praw z niej wypływających. Samowola budowlana, też nie jest gwarantem spokojnego snu właściciela "samowolki". Może ona zostać zgodnie z prawem wyburzona na koszt właściciela.
W sprawie krzyża też sąd już się wypowiedział - i ja zgadzam się z uzasadnieniem wyroku. Ale aby "samowolce" położyć kres lub ją usankcjonować, to właściwym miejscem do rozwiązania tego problemu jest parlament. Niech posłowie wreszcie zbiorą się na odwagę i w jawnym głosowaniu wyrażą swe zdanie. I jak na państwo demokratyczne przystało - wola większości będzie prawem.
Komentarze
Prześlij komentarz