Małpa z brzytwą
06.02.2014

Są jednak sprawy, które nie powinny podlegać dyskusji. Które powinni dostrzegać i doceniać wszyscy. Odzyskaliśmy suwerenność. A jak ją sobie potem urządziliśmy, to już inna bajka.
W tym duchu Konwent Seniorów naszego parlamentu zmierzał do przyjęcia przez aklamację rocznicowej uchwały. W projekcie tej uchwały czytamy między innymi:
"Dzisiaj w 25-tą rocznicę rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu, a tym samym rozpoczęcia pokojowych przemian w naszym kraju Sejm RP wyraża uznanie dla uczestników obrad Okrągłego Stołu, którzy wytyczyli drogę ku wolnej i demokratycznej Polsce".
I jakby na to nie spojrzeć - jest to prawda.
Oczywiście, im więcej czasu upływa od tego wydarzenia, tym więcej głosów krytycznych da się słyszeć. I to jest zrozumiałe. Każdy świadomy uczestnik tamtych wydarzeń pamięta atmosferę w jakiej one się działy. Mieliśmy za sobą festiwal "Solidarności", ponurą noc stanu wojennego i przygasający entuzjazm sierpnia '80. I dzieje się cud. Pierwszy raz w historii socjalizmu (nie tylko w Polsce) władza siada do rozmów z opozycją. I nie ma wtedy znaczenia to, jakie intencje przyświecają władzy, nie ma znaczenia to, w jakim stopniu opozycja była reprezentantem narodu we wszystkich jego odcieniach. Władza bez wątpienia reprezentowała ustrój, a opozycja sprzeciw wobec niego. I te dwie postawy siadły wspólnie do rozmów.
Po tych rozmowach zmieniło się wszystko. Oczywiście i po jednej i po drugiej stronie, nie wszyscy byli zadowoleni, ale wszyscy mieli świadomość, że niema już powrotu - to se ne vrati! I to był sukces. To była wygrana nie tylko bitwa, ale i wojna. I to jest godne upamiętnienia nie tylko sejmową okolicznościową uchwałą ale tworzyć wspólnie z "Porozumieniami Sierpniowymi" i powstaniem rządu z pierwszym niekomunistycznym premierem podwaliny naszej dumy narodowej. Naszego patriotyzmu.
Do tej pory "dumni byliśmy" z przegranych powstań, próbujących odwrócić rozbiory, z bohaterskich zmagań z wielokrotnie silniejszym najeźdźcą w czasie II wojny światowej. Teraz mamy prawdziwy powód do dumy. Pokazaliśmy, że nie trzeba przelewać hektolitrów krwi, że można stanowczą postawą podczas rozmów osiągną nawet więcej - bo nie trzeba podnosić się z ruin i opłakiwać nowych grobów.
Jednak chyba nie wszyscy jeszcze do tego dorośli. Jeszcze dla zbyt wielu "czyn narodowy" to obowiązkowo zryw, kończący się klęską i hekatombą narodu. I na tym tak mocno oparli swój "patriotyzm", że ludzi myślących racjonalnie, bez wahania nazywają zdrajcami.
Jeszcze pół biedy, gdy takie postawy wyraża jakaś część społeczeństwa. Społeczeństwo jakiegokolwiek kraju nigdy nie jest w 100% wyrobione społecznie, politycznie czy historycznie. Gorzej, gdy taką postawę wykazują politycy. A jak przeanalizujemy jacy to politycy, to wychodzi nam, że jest jeszcze gorzej.
Politycy "Solidarnej Polski" - partii, która dołuje w sondażach, która za wszelką cenę chce pozbyć się "gęby" PiS-u - nie wyrazili zgody, by uchwałę dla upamiętnienia tej rocznicy przyjąć przez aklamację. Zgłosili oni poprawkę, która brzmi w skrócie tak:
"Dzisiaj w 25. rocznicę rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu Sejm RP doceniając wolę bezkrwawego rozwiązania polskich spraw pamięta, że obrady Okrągłego Stołu przyczyniły się również do rabunkowej prywatyzacji, bezkarności zbrodniarzy PRL, niewyrównania krzywd dla ich ofiar oraz braku dekomunizacji i lustracji. Doprowadziło to do wykluczenia społecznego, bezrobocia, ubóstwa, emigracji zarobkowej wielu milionów Polaków oraz spowodowało inne problemy społeczne i gospodarcze trwające do dziś."
Politycy ci wykazali się jeszcze jedną cechą ludzi słabych - wszystkiemu są winni ONI.
Czy na prawdę "Okrągły Stół" miał taką moc sprawczą, by te wszystkie plagi na nas sprowadzić? W wyniku ustaleń poczynionych przy nim, powstał sejm kontraktowy z prezydentem Jaruzelskim, wybranym nie przez naród, ale Zgromadzenie Narodowe. Tak, ale stan ten trwał nieco ponad dwa lata. Potem już naród wziął całkowicie sprawy w swoje ręce. A mógł to zrobić właśnie dzięki "Okrągłemu Stołowi". W tym miejscu możemy rozpocząć dyskusję, czy wykorzystano zdobytą władzę we właściwy sposób? Czy wszystkie sprawy potoczyły się we właściwym (to znaczy tak jak sobie to wyobrażaliśmy) kierunku? A jeżeli popełniono błędy, to czy próbowano chociaż później je naprawiać? I czy dzisiaj jesteśmy mądrzejsi o te doświadczenia i potrafimy tą mądrość właściwie wykorzystać?
Mógłbym takich pytań postawić jeszcze bardzo dużo. Ja sam zapewne nie ze wszystkich odpowiedzi byłbym zadowolony, więc i "SP" nie odmawiam prawa do pewnej kontestacji. Ale to dotyczy, a właściwie powinno dotyczyć spraw i ludzi korzystających i wykorzystujących możliwości, jakie stworzył nam "Okrągły Stół".
Niestety, Ziobro i spółka, dla zagospodarowania pewnej części społeczeństwa jako swego elektoratu, nie takie wydarzenia z naszej najnowszej historii gotowi są podeptać. Liczą, że dzięki temu przekroczą próg wyborczy.
Często słyszę narzekania, że Niemcy uzurpują sobie tytuł pogromcy komunizmu. Że obalenie Muru Berlińskiego to początek nowej ery w Europie. Właściwie to słyszałem - bo już Polacy przyzwyczaili się do tego i może już w przyszłym pokoleniu, będą w to wierzyli. A dzieje się to za przyczyną ludzi, którzy dla własnych korzyści gotowi są podeptać dosłownie wszystko. Według nich to faktycznie Niemcom trzeba dziękować za demokrację i suwerenność. Bo jaki był nasz wkład? Wstyd o tym mówić - strajk w Stoczni Gdańskiej zorganizowała ubecja poprzez swego agenta Bolka. Porozumienia Sierpniowe, też pewnie pisane były w KC PZPR, a może i w Moskwie? A potem wszyscy zdrajcy usiedli do Okrągłego Stołu i w sposób perfidny dali nam wolne wybory. I czym tu sie chwalić przed światem?
Pisząc te słowa nie wiem jeszcze jak zakończą się próby osiągnięcia kompromisu. Kompromisu pomiędzy zdecydowaną większością parlamentu, a garstką ludzi stawiających swój partykularny interes ponad zdrowy rozsądek. Przecież ma być przyjęta uchwała mająca moc tylko "kurtuazyjną". Która ma pokazać, że są jeszcze wartości, których będziemy wspólnie bronić, niezależnie od przekonań politycznych.
Cóż, dla Solidarnej Polski, najważniejszą z tych wartości jest pewnie zasada "liberum veto".
Tradycja liberum veto nie umarła.
Nie dawno Piotr na tym blogu poświęcił aż trzy notki z okazji "Srebrnego wesela" nowej Polski. Można się z jego wnioskami zgadzać lub nie. Można polemizować, wskazując na różne punkty widzenia. Jednak faktem niezaprzeczalnym jest to, że taka kwitnąca działalność blogowa 25 lat temu była niemożliwa. I to nie tylko z powodów technicznych. Głównie z powodu innego systemu politycznego.
Są jednak sprawy, które nie powinny podlegać dyskusji. Które powinni dostrzegać i doceniać wszyscy. Odzyskaliśmy suwerenność. A jak ją sobie potem urządziliśmy, to już inna bajka.
W tym duchu Konwent Seniorów naszego parlamentu zmierzał do przyjęcia przez aklamację rocznicowej uchwały. W projekcie tej uchwały czytamy między innymi:
"Dzisiaj w 25-tą rocznicę rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu, a tym samym rozpoczęcia pokojowych przemian w naszym kraju Sejm RP wyraża uznanie dla uczestników obrad Okrągłego Stołu, którzy wytyczyli drogę ku wolnej i demokratycznej Polsce".
Oczywiście, im więcej czasu upływa od tego wydarzenia, tym więcej głosów krytycznych da się słyszeć. I to jest zrozumiałe. Każdy świadomy uczestnik tamtych wydarzeń pamięta atmosferę w jakiej one się działy. Mieliśmy za sobą festiwal "Solidarności", ponurą noc stanu wojennego i przygasający entuzjazm sierpnia '80. I dzieje się cud. Pierwszy raz w historii socjalizmu (nie tylko w Polsce) władza siada do rozmów z opozycją. I nie ma wtedy znaczenia to, jakie intencje przyświecają władzy, nie ma znaczenia to, w jakim stopniu opozycja była reprezentantem narodu we wszystkich jego odcieniach. Władza bez wątpienia reprezentowała ustrój, a opozycja sprzeciw wobec niego. I te dwie postawy siadły wspólnie do rozmów.
Po tych rozmowach zmieniło się wszystko. Oczywiście i po jednej i po drugiej stronie, nie wszyscy byli zadowoleni, ale wszyscy mieli świadomość, że niema już powrotu - to se ne vrati! I to był sukces. To była wygrana nie tylko bitwa, ale i wojna. I to jest godne upamiętnienia nie tylko sejmową okolicznościową uchwałą ale tworzyć wspólnie z "Porozumieniami Sierpniowymi" i powstaniem rządu z pierwszym niekomunistycznym premierem podwaliny naszej dumy narodowej. Naszego patriotyzmu.
Do tej pory "dumni byliśmy" z przegranych powstań, próbujących odwrócić rozbiory, z bohaterskich zmagań z wielokrotnie silniejszym najeźdźcą w czasie II wojny światowej. Teraz mamy prawdziwy powód do dumy. Pokazaliśmy, że nie trzeba przelewać hektolitrów krwi, że można stanowczą postawą podczas rozmów osiągną nawet więcej - bo nie trzeba podnosić się z ruin i opłakiwać nowych grobów.
Jednak chyba nie wszyscy jeszcze do tego dorośli. Jeszcze dla zbyt wielu "czyn narodowy" to obowiązkowo zryw, kończący się klęską i hekatombą narodu. I na tym tak mocno oparli swój "patriotyzm", że ludzi myślących racjonalnie, bez wahania nazywają zdrajcami.
Jeszcze pół biedy, gdy takie postawy wyraża jakaś część społeczeństwa. Społeczeństwo jakiegokolwiek kraju nigdy nie jest w 100% wyrobione społecznie, politycznie czy historycznie. Gorzej, gdy taką postawę wykazują politycy. A jak przeanalizujemy jacy to politycy, to wychodzi nam, że jest jeszcze gorzej.
"Dzisiaj w 25. rocznicę rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu Sejm RP doceniając wolę bezkrwawego rozwiązania polskich spraw pamięta, że obrady Okrągłego Stołu przyczyniły się również do rabunkowej prywatyzacji, bezkarności zbrodniarzy PRL, niewyrównania krzywd dla ich ofiar oraz braku dekomunizacji i lustracji. Doprowadziło to do wykluczenia społecznego, bezrobocia, ubóstwa, emigracji zarobkowej wielu milionów Polaków oraz spowodowało inne problemy społeczne i gospodarcze trwające do dziś."
Politycy ci wykazali się jeszcze jedną cechą ludzi słabych - wszystkiemu są winni ONI.
Czy na prawdę "Okrągły Stół" miał taką moc sprawczą, by te wszystkie plagi na nas sprowadzić? W wyniku ustaleń poczynionych przy nim, powstał sejm kontraktowy z prezydentem Jaruzelskim, wybranym nie przez naród, ale Zgromadzenie Narodowe. Tak, ale stan ten trwał nieco ponad dwa lata. Potem już naród wziął całkowicie sprawy w swoje ręce. A mógł to zrobić właśnie dzięki "Okrągłemu Stołowi". W tym miejscu możemy rozpocząć dyskusję, czy wykorzystano zdobytą władzę we właściwy sposób? Czy wszystkie sprawy potoczyły się we właściwym (to znaczy tak jak sobie to wyobrażaliśmy) kierunku? A jeżeli popełniono błędy, to czy próbowano chociaż później je naprawiać? I czy dzisiaj jesteśmy mądrzejsi o te doświadczenia i potrafimy tą mądrość właściwie wykorzystać?
Mógłbym takich pytań postawić jeszcze bardzo dużo. Ja sam zapewne nie ze wszystkich odpowiedzi byłbym zadowolony, więc i "SP" nie odmawiam prawa do pewnej kontestacji. Ale to dotyczy, a właściwie powinno dotyczyć spraw i ludzi korzystających i wykorzystujących możliwości, jakie stworzył nam "Okrągły Stół".
Niestety, Ziobro i spółka, dla zagospodarowania pewnej części społeczeństwa jako swego elektoratu, nie takie wydarzenia z naszej najnowszej historii gotowi są podeptać. Liczą, że dzięki temu przekroczą próg wyborczy.
Często słyszę narzekania, że Niemcy uzurpują sobie tytuł pogromcy komunizmu. Że obalenie Muru Berlińskiego to początek nowej ery w Europie. Właściwie to słyszałem - bo już Polacy przyzwyczaili się do tego i może już w przyszłym pokoleniu, będą w to wierzyli. A dzieje się to za przyczyną ludzi, którzy dla własnych korzyści gotowi są podeptać dosłownie wszystko. Według nich to faktycznie Niemcom trzeba dziękować za demokrację i suwerenność. Bo jaki był nasz wkład? Wstyd o tym mówić - strajk w Stoczni Gdańskiej zorganizowała ubecja poprzez swego agenta Bolka. Porozumienia Sierpniowe, też pewnie pisane były w KC PZPR, a może i w Moskwie? A potem wszyscy zdrajcy usiedli do Okrągłego Stołu i w sposób perfidny dali nam wolne wybory. I czym tu sie chwalić przed światem?
Pisząc te słowa nie wiem jeszcze jak zakończą się próby osiągnięcia kompromisu. Kompromisu pomiędzy zdecydowaną większością parlamentu, a garstką ludzi stawiających swój partykularny interes ponad zdrowy rozsądek. Przecież ma być przyjęta uchwała mająca moc tylko "kurtuazyjną". Która ma pokazać, że są jeszcze wartości, których będziemy wspólnie bronić, niezależnie od przekonań politycznych.
Cóż, dla Solidarnej Polski, najważniejszą z tych wartości jest pewnie zasada "liberum veto".


Komentarze
Prześlij komentarz