Studenckie wojsko !!
20.09.2013

Splot okoliczności sprawił iż pozostałem w wojsku w charakterze zlewa, trepa,zupak czyli podoficera zawodowego. Powód był w zasadzie jeden – byłem nieźle ustawiony tzn.pracowałem w sztabie dywizji na początku w tajnej kancelarii a później jako Kierownik Garnizonowej Składnicy Map. Nazwa szumna ale w praktyce byłem magazynierem map i tyle. Jeździłem dużo po poligonach i nie było to złe zajęcie. Ładowałem skrzynie z mapami a na poligonie tylko wydawałem i przyjmowałem mapy po zużyciu. Zasadniczym obowiązkiem było ich pilnowanie bo oczywiście wszystkie były dokumentami tajnymi i podlegały ścisłej rejestracji. Rozścielałem więc na skrzyniach materac koce i leżałem dniami na dowolnie wybranym boku. Nie było mowy oby nieprzyjaciel /po wojskowemu „enpl”/ zajrzał do naszych genialnych map nie mówiąc o kradzieży.
Na wieść o mustrze kto żyw leciał oglądać. Komenda baczność i spocznij była przyjmowana z jako takim zrozumieniem i jako tako wykonywana w odwrotności do prób komend w lewo czy w prawo zwrot. Wykonalność rzeczywista była taka sama jaka mogłaby być przy komendzie w dowolną stronę zwrot z wyłączeniem np. jednego studenta który nie reagował w ogóle. Prowadzący dostał małpiego rozumu i ryknął – i czego stoisz pacanie ?. Niewinna mina studenta wskazywała na kompletne zagubienie a usta wyszeptały – nie zrozumiałem, mógł by pan powtórzyć !!.
Zorganizowano jedno, jedyne strzelanie ostrą amunicją z pistoletu m-ki TT. Przeszkolono studentów, którzy zawsze bardzo mądrze kiwali głowami. Przede wszystkim wbito im do głowy że w razie jakichkolwiek kłopotów z bronią to broń trzyma się dalej w kierunku tarczy i podnosi się do góry druga rękę i wtedy podejdzie prowadzący strzelanie. Tyle teoria. Kilku studentów znajdowało się na stanowiskach strzeleckich i pod koniec jeden z nich odwraca się z pistoletem w którym suwadło znajdowało się w tylnym położeniu i klnąc zaczyna krzyczeć że pistolet się zaciął trzymając go poziomo w stronę zgromadzonych majorów i pułkowników. Połowa położyła się na ziemi a połowa dała dyla a okazało się że student nie załadował 1 naboju i żadnego niebezpieczeństwa nie było.
Rankiem, chyba w połowie pobytu zauważyłem, że kilka namiotów dalej jakiś kapitan musztruje kucharza. Dobrze się przyjrzałem i rozpoznałem jednego ze studentów. Jak się zbliżyłem to kapitan dał nogę a kucharz stał jak głupi. Przyznali się, że znaleźli nowa zabawę. Ze staniolu i innych świecidełek podorabiali sobie na pagony stopnie wojskowe poprzedników. Przy swoim namiocie polowali na żołnierzy i kierowali ich np. aby się zameldowali do ppłk. Iksińskiego. Czy innemu dostarczyli do sztabu garnuszek herbaty itp. Raz jedyny udało im się nawet zwieść kantyniarza i kupić 2 piwa. Fama oczywiście rozeszła się błyskawicznie i finałem była sytuacja kiedy prawdziwy kapitan spotkał prawdziwego sierżanta /nie mnie/ i zwrócił mu na coś uwagę a ten ze słodkim uśmiechem odpowiedział – odpierdol się !!.
Laba trwała do czasu. Ktoś się pokapował, że mają pod bokiem wałkonia. Kwatermistrz dywizji wydał edykt /dla dowcipu zwany w wojsku rozkazem/ rozdzielający kuchnię od hotelu dla kadry sztabu dywizji i tenże hotel oddając w zarząd Kierownikowi Garnizonowej Składnicy Map /czyli – cholera mnie/. Na każdym poligonie zacząłem się wówczas bawić w stawianie namiotów rozkładaniem stołów, łóżek polowych i całego wyposażenia czyli urządzania obozowiska łącznie z wyznaczaniem żołnierzy do kopania latryn /tylko od wschodniej strony/.
Wstęp do okoliczności ?!.
W lecie roku 1969 lub 1970 genialne dowództwo 10 Sudeckiej Dywizji Pancernej doszło do wniosku, że kadra oficerów sztabu dywizji oddaliła się od zwykłego wojska i bezpośrednio nim dowodzić już zapomniała a więc trzeba im przypomnieć regulaminy obowiązujące w sposób praktyczny. Pisarczyków służby czynnej było niewielu a więc sięgnięto po studentów i ich obowiązkowe praktyki odbywane w jednostkach wojskowych.
W niewielkim eszelonie kilkunastowagonowym wyruszyliśmy na ćwiczenia dowódczo-sztabowe.
W pierwszym wagonie /pulmanie/ same grubasy od majora do pułkowników, w drugim naczalstwo i 3-4 przedziały dla studentów oraz żarcie i picie. Na platformach kilka autobusów sztabowych, kuchnie, namioty radiostacja, radiolinia, mapiarnia czyli to co na poligonie na okres 10-12 dni potrzebne.
No to pojechaliśmy – kierunek Żagań.
Zaczęło się.....
Polazłem do nich w czasie jazdy i potraktowali mnie co nieco obraźliwie za co zresztą przeprosili przy pożegnaniu.
Po przyjeździe na miejsce nawet szybko urządzono obozowisko / przy pomocy studentów/.
Trochę z nimi pogadałem i szybko doszliśmy do porozumienia na następującej podstawie – jestem ich pierwszym przełożonym ale ich tu nie zaprosiłem – oni nie mieli ochoty tu przyjeżdżać, ale mamy wspólny cel. przetrwać te kilkanaście dni. Ostrzegłem – nie będziecie mi wchodzić w paradę to nie będzie mieli w środku nocy alarmów itp. innych wojskowych przyjemności.
Zauważyłem natychmiast ich nietypowe mundury polowe. Były dość wypłowiałe i grubszego materiału, były bardzo dobrze wyprane/wyczyszczone/. Przed praniem ktoś zapomniał widocznie zdjąć z pagonów stopnie wojskowe /od porucznika do majora/ które pozostały po praniu w intensywnym kolorze khaki. Studenci przekręcali pagon i zapinali z powrotem.
W drugim dniu nastąpił pierwszy incydent /nikt z tym do mnie nie przyszedł/. Studenci zwrócili się do kogoś z prośbą, że chcą pójść do najbliższej wioski w której mogli by kupić napoje, papierosy i ......nieważne co. Któryś z bardzo mądrych sztabowców postanowił sobie z nich zakpić i wskazał wioskę, dał im mapę i pozwolił pójść. Nie wiedzieli, że wskazana wioska jest co prawda na mapie ale stanowi obiekt ćwiczeń przez piechotę w atakowaniu miejscowości. Nikt tam nie mieszka i nie ma w niej żywego ducha. Wrócili wściekli po 3 godzinach.
Szkolenie - musztra
Z musztry w marszu zrezygnowano po kilku próbach bo chodzili, jak ja to nazywałem, jak praczki z Portugalii tzn. obie ręce albo z przodu albo z tyłu a przy próbach śpiewu to dziś kojarzy mi się to z odpowiednim fragmentem filmu CK Dezerterzy.
Szkolenie - strzelanie
Zorganizowano jedno, jedyne strzelanie ostrą amunicją z pistoletu m-ki TT. Przeszkolono studentów, którzy zawsze bardzo mądrze kiwali głowami. Przede wszystkim wbito im do głowy że w razie jakichkolwiek kłopotów z bronią to broń trzyma się dalej w kierunku tarczy i podnosi się do góry druga rękę i wtedy podejdzie prowadzący strzelanie. Tyle teoria. Kilku studentów znajdowało się na stanowiskach strzeleckich i pod koniec jeden z nich odwraca się z pistoletem w którym suwadło znajdowało się w tylnym położeniu i klnąc zaczyna krzyczeć że pistolet się zaciął trzymając go poziomo w stronę zgromadzonych majorów i pułkowników. Połowa położyła się na ziemi a połowa dała dyla a okazało się że student nie załadował 1 naboju i żadnego niebezpieczeństwa nie było.
Studentcy oficerowie.
Rankiem, chyba w połowie pobytu zauważyłem, że kilka namiotów dalej jakiś kapitan musztruje kucharza. Dobrze się przyjrzałem i rozpoznałem jednego ze studentów. Jak się zbliżyłem to kapitan dał nogę a kucharz stał jak głupi. Przyznali się, że znaleźli nowa zabawę. Ze staniolu i innych świecidełek podorabiali sobie na pagony stopnie wojskowe poprzedników. Przy swoim namiocie polowali na żołnierzy i kierowali ich np. aby się zameldowali do ppłk. Iksińskiego. Czy innemu dostarczyli do sztabu garnuszek herbaty itp. Raz jedyny udało im się nawet zwieść kantyniarza i kupić 2 piwa. Fama oczywiście rozeszła się błyskawicznie i finałem była sytuacja kiedy prawdziwy kapitan spotkał prawdziwego sierżanta /nie mnie/ i zwrócił mu na coś uwagę a ten ze słodkim uśmiechem odpowiedział – odpierdol się !!.
Koniec ćwiczeń.
Muszę przyznać że wiedzę teoretyczną z zakresu ćwiczeń, taktyki, strategi i innej wiedzy militarnej chłonęli z autentycznym zainteresowaniem i czasami do późnej nocy dyskutowali a wykładowcom nie dali się zbywać byle czym.
Więcej żadnych podobnych prób ze szkoleniem studentów w czasie ćwiczeń nie podjęto.
Mnie także z ich powodów było trudniej i swoje zbierałem chociaż pod koniec to już nawet przede mną nie kryli się z propozycji dalszych dowcipów, których opisać w jednej notce nie w sposób.
W czasie powrotu do Opola studenci bawili się setnie opowiadając wszystkie breweryje jakie wyprawiali na poligonie – oficerowie sztabowi niestety w aż tak dobrych humorach nie wracali.

Komentarze
Prześlij komentarz