Okiem emeryta (55)

14.09.2013








Odcinek 55 - czyli o czym tu pisać?


W ostatnim miesiącu nawał obowiązków mocno przyćmił przyjemność pisania. Długo nic nie pisałem. Ale czy było o czym?


Na przykład temat, który nie schodził z łamów i ekranów na całym świecie – narodziny następcy tronu brytyjskiego. Z całym szacunkiem, dla niektórych czytelników – mnie to nic, a nic nie obchodzi. Chociaż może trochę, a to z racji, że bałem się otworzyć lodówkę, by nie znaleźć tam noworodka.


Potem całodobowa relacja na żywo z procesu jakiejś pani, oskarżonej o zabójstwo własnego dziecka. Czyn odrażający. Powinien być dokładnie i starannie osądzony i w przypadku udowodnienia winy przykładnie ukarany. Dla mnie niewyobrażalne jest nie tylko zabicie własnego dziecka ale i zadanie mu jakiegokolwiek bólu. Ale równie niewyobrażalnym jest robienie z tej tragedii show, przerywanego tylko po to, by wyemitować parę reklam. Nie wiem ile zapłacił adwokat mediom – ale reklamę zrobiły mu pierwszorzędną. Za moje pieniądze. To się nazywa smykałka do interesów.

Obowiązki powoli się kończyły, zbliżał się termin zapowiedzianych protestów związkowych. Pomyślałem sobie – skończę pracę, będę miał o czym pisać. Ale i tu się zawiodłem. O czym tu bowiem pisać? O tym, że Duda chce obalić rząd? A cóż to za nowina?!! Przecież od 16.XI.2007 roku, czyli od zaprzysiężenia rządu Donalda Tuska, prezes Kaczyński nie mówi nic innego. Po nim powtarzało to już tak wielu, że nie sposób spamiętać ich nazwisk. Duda więc musi ustawić się w długiej kolejce „obalaczy”. Prawda – są jeszcze jakieś postulaty. Przejrzałem je i uznałem, że są do niczego. Zabrakło mi w nich tego, że powinienem być młody, piękny, bogaty i zdrowy. I to powinien mi i wszystkim Polakom (ja uważam, że również tym „nieprawdziwym”) zagwarantować rząd. Inaczej fora ze dwora.

Jak bym się uparł, znalazłyby jednak kilka ciekawych wątków w tych „masowych” protestach. Jeden z ciekawszych to podchody i dziwne kontredanse różnych partii politycznych. Takie jak: „popieramy, ale się nie przyłączymy, bo przyłączyli się tamci”. Bo przecież w walce nie najważniejsze jest to, o co się walczy, ale to – z kim i przeciw komu. Może to i prawda. Może to ja jestem głupi. Może. Dlatego nie tylko nie chce mi się uczestniczyć w tych „manewrach związkowych”, ale nawet o nich pisać.

Jednak muszę być sprawiedliwy – protesty te zainspirowały mnie do czynu. Do tej pory bezsilnie się zżymałem i nie wiedziałem co robić. Proszę o chwilę cierpliwości – zaraz wyjaśnię w czym rzecz.

Otóż podczas obecnych demonstracji, tak jak na każdych poprzednich – zauważyłem stos płonących opon samochodowych (mózgowych bowiem jak na lekarstwo!). Stos płonie, dym po samo niebo – a strażnika miejskiego ani widu, ani słychu.




Ja mieszkam w starym bliźniaku. Jednak ogródek jest całkiem spory. Dużo w nim drzew, krzewów, żywopłotów itp. Podczas wiosennych i jesiennych prac porządkowych zbiera się masa suchych gałęzi, liści, z domu dochodzą jeszcze niepotrzebne opakowania kartonowe, które wbrew oczekiwaniom jednak do niczego się nie przydały. Gdy tylko próbowałem te, w końcu naturalne, odnawialne śmieci spalić, natychmiast pojawiał się jakiś strażnik miejski z mandatem. Któregoś roku miałem nawet wizytę wozu bojowego Straży Pożarnej. Ci ostatni wykazali jedna najwięcej zdrowego rozsądku. Poradzili bym taka akcje przeprowadzał raczej wieczorem, gdy dym jest mniej widoczny na tle nieba, nie dorzucał zbyt wiele paliwa na raz. Powiedzieli, że lepiej rozłożyć to na dwa, trzy dni. A w ostatecznym przypadku gdy już muszę, na dodatek do ogniska dostanie jakaś folia opakunkowa (dymi, jak diabli) – to wcześniej mam do nich zadzwonić, to nie będą w razie zgłoszenia od sąsiadów fatygować jednostki bojowej.


No więc co z tą inspiracją? Otóż od jutra zaczynam szukać wśród sąsiadów chętnych do założenia Związku Zawodowego Właścicieli Domków Z Ogródkiem – ZZWDZD. I na wiosnę i jesienią, pod byle pretekstem organizować będziemy akcje protestacyjne z paleniem może nie opon, ale gałęzi - trwające tak długo, aż każdy z nas nie pozbędzie się zalegających nasze ogródki gałęzi i liści. Postulaty możemy najzwyczajniej odpisać od dzisiejszych „protestantów”. Też niczego z nich nie załatwimy – ale ogródki będziemy mieli czyste. Kto wie, czy z czasem nie zaczniemy tez przyjmować „pozadomowych” ogródkowiczów, zwanych działkowcami. Może nawet kiedyś przekształcimy się w partię polityczną. Wtedy doprowadzimy do zniesienia idiotycznego zakazu spalania odpadów ogrodowych.

Jak już pisałem, nie oglądałem zbyt uważnie relacji „na żywo” z demonstracji ani komentarzy polityków na ten temat. Jednak pomimo zachowanej ostrożności i tak wpadłem na euroosła Czarneckiego. Jemu więc poświęcę miejsce na dowcip.

Publikuję również w wydawnictwie "Virtu@l Herald".
Zapraszam do odwiedzin. Wystarczy kliknąć ikonkę. >
Natomiast by mieć dostęp do treści, należy odwiedzić tą stronę.
Serdecznie też zapraszam do współpracy.
Zainteresowanych proszę o kontakt na formularzu kontaktowym.






Rozmawiają dwie ameby:
- Denerwujesz mnie. Zamknij się, bo cię kopnę!
- A niby czym?
- A nibynóżką!



Komentarze