KARA ŚMIERCI
15.02.2014

Dla "wyznawców" tego poglądu, nie ma znaczenia, że ten pan prawomocnym wyrokiem sądu - powinien być dzisiaj człowiekiem wolnym. Wolnym - w szerokim zakresie tego pojęcia. Sąd bowiem nie pozbawił go praw obywatelskich. Oni są przekonani, że miejsce Trynkiewicza jest w więzieniu - i już. Zresztą w tym przekonaniu nie są odosobnieni. Zaryzykuję twierdzenie, że 100% Polaków (w tym również i ja) uważa, że tam właśnie powinien się dziś - i do końca życia - znajdować.
W czym więc problem? Dlaczego o tym piszę? Bo ja (sądzę, że nie sam) uważam, że tak być powinno, ale jednak uznaję wyższość prawa nad moje przekonanie. Moje przekonanie powinno służyć tworzeniu dobrego prawa i jego przestrzeganiu. A naczelną zasadą dobrego prawa jest jego uniwersalność. Powinno ono w jednakowy sposób traktować wszystkich obywateli i nie powinno działać wstecz. Innymi słowy - nie zgadzam się na tworzenie prawa dla Trynkiewicza, dla pijanych kierowców i dla wszystkich innych, którym rozgłos zechcą nadać media. Trynkiewicz za swe czyny został już skazany. Karę odbył. Dziś nie pojawiły się żadne nowe okoliczności (np. znalezienie kolejnej jego ofiary) by jego zbrodnię ponownie sądzić i wydawać powtórny wyrok.
"Sprawa Trynkiewicza" nagłośniła jeszcze jeden kontrowersyjny temat. Jest nim przywrócenie w naszym kraju kary śmierci. Dyskusje na ten temat właściwie nie ustają od 1998 roku, w którym zniesiona ona ostatecznie zniesiona. Bowiem trzy lata wcześniej zaczęło obowiązywać moratorium na jej wykonywanie - czyli sąd mógł skazać na karę śmierci i jednocześnie wiadomo było, że nie zostanie ona wykonana. W praktyce mogło to oznaczać "dożywocie". Nowy kodeks wprowadzony właśnie w 1998 to dożywocie usankcjonował. Do tej pory bowiem takiej kary nie było. Tak więc po amnestii w 1989 roku, Trynkiewiczowi można było k.s. zamienić tylko na 25 lat.
Ale wracając do zamysłów przywrócenia kary śmierci - to procedura tego nie byłaby prosta. Polska należy do Rady Europy. Ta przynależność jest obwarowana koniecznością akceptowania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka ze szczególnym uwzględnieniem protokołu szóstego mówiącego o zniesieniu kary śmierci. Nie mam pojęcia jak wpłynęłoby to na naszą pozycję w Unii Europejskiej. Na pewno nie zebralibyśmy braw. Ale to co powyżej napisałem, to tylko aspekt formalno-prawny tej sprawy. Ważny dla naszej obecności wśród krajów cywilizowanych - ale nie najważniejszy.
Dużo ważniejszy jest aspekt moralny. I tu jest dla mnie zagadką rozkład poparcia dla tej inicjatywy w zależności od światopoglądu. Największymi zwolennikami przywrócenia k.s. są środowiska prawicowe, opierające się (tak podkreślają) na wartościach chrześcijańskich. A jedną z dziesięciu podstawowych wartości tego światopoglądu jest "NIE ZABIJAJ". Adwersarze zaś opierają swój światopogląd na naturalnych prawach człowieka. Jak to rozumieć i jak to pogodzić?
Słuchając wypowiedzi różnych zwolenników k.s. najczęściej pojawiają się dwa tyleż podstawowe co bardzo ogólne - obecnie "społeczeństwo" odczuwa brak poczucia sprawiedliwości jak i bezpieczeństwa. Kara śmierci jest wg nich sprawiedliwą "zapłatą" za dokonaną zbrodnię. Wpływa również na poczucie bezpieczeństwa gdyż, eliminuje na zawszę sprawcę z naszego życia i odstrasza innych. Nie wszyscy jednak uważają, że to takie proste.
Sprawiedliwość - sprawiedliwa zapłata. Czy na pewno te dwa pojęcia są tożsame? Wątpię. Sprawiedliwość nie wymaga śmierci sprawcy. Sprawiedliwość wymaga prawdy. Śmierci najczęściej wymagają poszkodowani. I to tak po ludzku jest zrozumiałe. Ale czy zrozumienie takich odczuć jest wystarczającym powodem, by je sankcjonować prawnie? Przecież dzisiaj istnieje pojęcie "zabójstwa w afekcie". To "ludzkie zrozumienie" ma wpływ na wymiar kary. Jednak nie oznacza przyznania prawa do takiego czynu! Bowiem byłoby to początkiem wendety, niekończących się mordów na zasadzie "krew za krew". Po iluś latach ludzie nadal by się zabijali, nie pamiętając nawet przyczyny tej wendety. Wiem, że pojęcie sprawiedliwości mocno się zdewaluowało, że pilna potrzeba jest przywrócenie mu jego pierwotnego blasku. Jednak wprowadzanie kary śmierci nie jest najlepszym sposobem na to.
Poczucie bezpieczeństwa - to już związek bardzo wątpliwy. Przeciętny obywatel narzeka na brak poczucia bezpieczeństwa z zupełnie innych powodów. Chuligaństwo, rasizm, piractwo drogowe, kradzieże czy pobicia - to sprawy, które każdemu z nas przynajmniej raz się trafiły, a wielu z nas niejednokrotnie. Dodatkowo frustrująca jest dziwna pobłażliwość sądów. Odsetek ludzi dotkniętych tragedią morderstwa bliskiej osoby, jest na szczęście niewielki. Sądzę więc, że społeczne poczucie bezpieczeństwa wymaga głównie bezpardonowej walki z dolegliwościami codziennymi. Wprowadzenie kary śmierci tego poczucia na pewno nie polepszy. A czy kara śmierci działa odstraszająco? Tu najlepszym dowodem, że to mit jest sam Trynkiewicz. Przecież on popełnił swoje zbrodnie w czasie, gdy za takie czyny groziła właśnie kara śmierci. I taka mu karę zasądzono. Dla niego więc nie miało w chwili popełniania zbrodni żadnego znaczenia to, że karą za to jest śmierć.
Chciałbym aby zwolennicy tej kary w publicznych dyskusjach nie ograniczali się tylko do ogólników. Jestem ciekaw jak wyglądałaby ich dyskusja na temat metody uśmiercania skazańców. Bowiem teraz nie ma żadnych przepisów regulujących ten problem. Większości z nas, gdy rozmawiamy o karze śmierci, gdzieś w podświadomości pojawia się obraz szubienicy. Jednak czy ten sposób zabijania jest na pewno sposobem pozbawionym elementów zemsty - twoje cierpienie za moje? Może lepszy byłby zastrzyk? A może dla lepszego efektu odstraszającego, głęboko osadzone w kulturze chrześcijańskiej - ukrzyżowanie? I nie mówcie, że jadę po bandzie, bo jak powie się A, to trzeba powiedzieć i B a nawet czasami i C.
Tym "C" może być np. problem, czy przy egzekucji muszą być obecni prokuratorzy i sędziowie, którzy doprowadzili do skazania? A może nie ograniczać się do funkcjonariuszy, może przywrócić publiczne egzekucje? W Gdańsku, 31 maja 1946 dokonano publicznej egzekucji 11 osób z załogi obozu w Stutthofie, dziś Sztutowie. W Poznaniu, 7 lipca 1946 publicznie stracono Arthura Greisera za ludobójstwo. Była to ostatnia publiczna egzekucja w Polsce. A może nie?
Decydując się na popieranie przywrócenia k.s., trzeba być świadomym i takich problemów. I trzeba o nich otwarcie mówić i coś zaproponować. Liczenie na to, że niech no tylko doprowadzi się do powrotu tej kary, reszta jakoś sama się rozwiąże, to chowanie głowy w piasek. To unikanie pełnej odpowiedzialności. To wreszcie dowód na cyniczne granie na emocjach ludzi tragicznie doświadczonych przez los.
Na zakończenie spójrzmy jak ten problem wygląda na świecie.
Zwolennicy "wartości" optują za karą śmierci
"Sprawa Trynkiewicza" rozbudziła spore emocje. Słowo "spore" jest jednak delikatnym określeniem tego zjawiska. Większość postaw wobec niego można zaliczyć do kategorii "sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie".
Dla "wyznawców" tego poglądu, nie ma znaczenia, że ten pan prawomocnym wyrokiem sądu - powinien być dzisiaj człowiekiem wolnym. Wolnym - w szerokim zakresie tego pojęcia. Sąd bowiem nie pozbawił go praw obywatelskich. Oni są przekonani, że miejsce Trynkiewicza jest w więzieniu - i już. Zresztą w tym przekonaniu nie są odosobnieni. Zaryzykuję twierdzenie, że 100% Polaków (w tym również i ja) uważa, że tam właśnie powinien się dziś - i do końca życia - znajdować.
W czym więc problem? Dlaczego o tym piszę? Bo ja (sądzę, że nie sam) uważam, że tak być powinno, ale jednak uznaję wyższość prawa nad moje przekonanie. Moje przekonanie powinno służyć tworzeniu dobrego prawa i jego przestrzeganiu. A naczelną zasadą dobrego prawa jest jego uniwersalność. Powinno ono w jednakowy sposób traktować wszystkich obywateli i nie powinno działać wstecz. Innymi słowy - nie zgadzam się na tworzenie prawa dla Trynkiewicza, dla pijanych kierowców i dla wszystkich innych, którym rozgłos zechcą nadać media. Trynkiewicz za swe czyny został już skazany. Karę odbył. Dziś nie pojawiły się żadne nowe okoliczności (np. znalezienie kolejnej jego ofiary) by jego zbrodnię ponownie sądzić i wydawać powtórny wyrok.
"Sprawa Trynkiewicza" nagłośniła jeszcze jeden kontrowersyjny temat. Jest nim przywrócenie w naszym kraju kary śmierci. Dyskusje na ten temat właściwie nie ustają od 1998 roku, w którym zniesiona ona ostatecznie zniesiona. Bowiem trzy lata wcześniej zaczęło obowiązywać moratorium na jej wykonywanie - czyli sąd mógł skazać na karę śmierci i jednocześnie wiadomo było, że nie zostanie ona wykonana. W praktyce mogło to oznaczać "dożywocie". Nowy kodeks wprowadzony właśnie w 1998 to dożywocie usankcjonował. Do tej pory bowiem takiej kary nie było. Tak więc po amnestii w 1989 roku, Trynkiewiczowi można było k.s. zamienić tylko na 25 lat.
Ale wracając do zamysłów przywrócenia kary śmierci - to procedura tego nie byłaby prosta. Polska należy do Rady Europy. Ta przynależność jest obwarowana koniecznością akceptowania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka ze szczególnym uwzględnieniem protokołu szóstego mówiącego o zniesieniu kary śmierci. Nie mam pojęcia jak wpłynęłoby to na naszą pozycję w Unii Europejskiej. Na pewno nie zebralibyśmy braw. Ale to co powyżej napisałem, to tylko aspekt formalno-prawny tej sprawy. Ważny dla naszej obecności wśród krajów cywilizowanych - ale nie najważniejszy.
Dużo ważniejszy jest aspekt moralny. I tu jest dla mnie zagadką rozkład poparcia dla tej inicjatywy w zależności od światopoglądu. Największymi zwolennikami przywrócenia k.s. są środowiska prawicowe, opierające się (tak podkreślają) na wartościach chrześcijańskich. A jedną z dziesięciu podstawowych wartości tego światopoglądu jest "NIE ZABIJAJ". Adwersarze zaś opierają swój światopogląd na naturalnych prawach człowieka. Jak to rozumieć i jak to pogodzić?
Słuchając wypowiedzi różnych zwolenników k.s. najczęściej pojawiają się dwa tyleż podstawowe co bardzo ogólne - obecnie "społeczeństwo" odczuwa brak poczucia sprawiedliwości jak i bezpieczeństwa. Kara śmierci jest wg nich sprawiedliwą "zapłatą" za dokonaną zbrodnię. Wpływa również na poczucie bezpieczeństwa gdyż, eliminuje na zawszę sprawcę z naszego życia i odstrasza innych. Nie wszyscy jednak uważają, że to takie proste.
Sprawiedliwość - sprawiedliwa zapłata. Czy na pewno te dwa pojęcia są tożsame? Wątpię. Sprawiedliwość nie wymaga śmierci sprawcy. Sprawiedliwość wymaga prawdy. Śmierci najczęściej wymagają poszkodowani. I to tak po ludzku jest zrozumiałe. Ale czy zrozumienie takich odczuć jest wystarczającym powodem, by je sankcjonować prawnie? Przecież dzisiaj istnieje pojęcie "zabójstwa w afekcie". To "ludzkie zrozumienie" ma wpływ na wymiar kary. Jednak nie oznacza przyznania prawa do takiego czynu! Bowiem byłoby to początkiem wendety, niekończących się mordów na zasadzie "krew za krew". Po iluś latach ludzie nadal by się zabijali, nie pamiętając nawet przyczyny tej wendety. Wiem, że pojęcie sprawiedliwości mocno się zdewaluowało, że pilna potrzeba jest przywrócenie mu jego pierwotnego blasku. Jednak wprowadzanie kary śmierci nie jest najlepszym sposobem na to.
Poczucie bezpieczeństwa - to już związek bardzo wątpliwy. Przeciętny obywatel narzeka na brak poczucia bezpieczeństwa z zupełnie innych powodów. Chuligaństwo, rasizm, piractwo drogowe, kradzieże czy pobicia - to sprawy, które każdemu z nas przynajmniej raz się trafiły, a wielu z nas niejednokrotnie. Dodatkowo frustrująca jest dziwna pobłażliwość sądów. Odsetek ludzi dotkniętych tragedią morderstwa bliskiej osoby, jest na szczęście niewielki. Sądzę więc, że społeczne poczucie bezpieczeństwa wymaga głównie bezpardonowej walki z dolegliwościami codziennymi. Wprowadzenie kary śmierci tego poczucia na pewno nie polepszy. A czy kara śmierci działa odstraszająco? Tu najlepszym dowodem, że to mit jest sam Trynkiewicz. Przecież on popełnił swoje zbrodnie w czasie, gdy za takie czyny groziła właśnie kara śmierci. I taka mu karę zasądzono. Dla niego więc nie miało w chwili popełniania zbrodni żadnego znaczenia to, że karą za to jest śmierć.
Chciałbym aby zwolennicy tej kary w publicznych dyskusjach nie ograniczali się tylko do ogólników. Jestem ciekaw jak wyglądałaby ich dyskusja na temat metody uśmiercania skazańców. Bowiem teraz nie ma żadnych przepisów regulujących ten problem. Większości z nas, gdy rozmawiamy o karze śmierci, gdzieś w podświadomości pojawia się obraz szubienicy. Jednak czy ten sposób zabijania jest na pewno sposobem pozbawionym elementów zemsty - twoje cierpienie za moje? Może lepszy byłby zastrzyk? A może dla lepszego efektu odstraszającego, głęboko osadzone w kulturze chrześcijańskiej - ukrzyżowanie? I nie mówcie, że jadę po bandzie, bo jak powie się A, to trzeba powiedzieć i B a nawet czasami i C.
Tym "C" może być np. problem, czy przy egzekucji muszą być obecni prokuratorzy i sędziowie, którzy doprowadzili do skazania? A może nie ograniczać się do funkcjonariuszy, może przywrócić publiczne egzekucje? W Gdańsku, 31 maja 1946 dokonano publicznej egzekucji 11 osób z załogi obozu w Stutthofie, dziś Sztutowie. W Poznaniu, 7 lipca 1946 publicznie stracono Arthura Greisera za ludobójstwo. Była to ostatnia publiczna egzekucja w Polsce. A może nie?
Decydując się na popieranie przywrócenia k.s., trzeba być świadomym i takich problemów. I trzeba o nich otwarcie mówić i coś zaproponować. Liczenie na to, że niech no tylko doprowadzi się do powrotu tej kary, reszta jakoś sama się rozwiąże, to chowanie głowy w piasek. To unikanie pełnej odpowiedzialności. To wreszcie dowód na cyniczne granie na emocjach ludzi tragicznie doświadczonych przez los.
Na zakończenie spójrzmy jak ten problem wygląda na świecie.

Komentarze
Prześlij komentarz