Gdzie Krym a gdzie Izrael
01.03.2014

Ale zostawmy żarty na boku. Sytuacja jest poważna. Rosyjska inwazja na Ukrainę już się rozpoczęła. Na razie jest to "pełzająca" inwazja. Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości co to za wojsko "krąży po Krymie". Może to i szczęście, że w Kijowie jest zamieszanie i nie bardzo wiadomo kto rządzi - Janukowycz, Majdan czy Jaceniuk, nowy premier? Dzięki temu Ukrainie udało się uniknąć reakcji na rosyjska prowokację i powtórzenia scenariusza gruzińskiego.
Chociaż w tym przypadku, Rosja musiałaby dokonać nie lada wygibasów, by popierając separatystyczne "zachcianki" większości obywateli Krymu, jednocześnie wywiązać się z tzw. Memorandum Budapesztańskiego z 1994 roku. W memorandum tym w zamian za rezygnację z broni nuklearnej Rosja, USA i W. Brytania gwarantowały Ukrainie integralność i nienaruszalność jej granic. Swoją drogą ciekaw jestem na ile wspólne interesy tych trzech gwarantów mogą wpłynąć na utratę słuchu i pogorszenie wzroku u dwóch z nich.
Głos "opinii światowej", aczkolwiek wypływający z "poczucia sprawiedliwości", krzyczy - Ukraina ma prawo do rozwiązywania swych problemów własnymi siłami. Ale ten głos brzmi w moich uszach dosyć naiwnie. Bowiem w tej chwili Ukraina tych "własnych sił" nie posiada. Nawet na Majdanie widać było, że to tygiel. Państwo to nie jest jednolite etnicznie. Podejrzewam, że rdzenni Ukraińcy stanowią w nim mniejszość. Większość stanowią tylko w zachodniej (i chyba biedniejszej) części kraju. Reszta to dominacja Rosjan.
Jeżeli teraz ci Rosjanie, zwrócą się z prośbą o pomoc do matuszki Rosiji - ta przecież nie pozostawi bez ich własnemu losowi. A Krym? Terytorium to posiada w ramach Ukrainy pewną autonomię (z wyłączeniem Sewastopola). I o ile historycznie ta autonomia jest usprawiedliwiona, o tyle demograficznie - dzisiaj nie za bardzo.
Jeżeli wszyscy optujemy za prawem do samostanowienia - to weźmy pod uwagę, że Krym nigdy nie był częścią Ukrainy. Na dodatek w 1944 roku zniknął z Krymu ostatni przedstawiciel jedynej autochtonicznej grupy - czyli Tatar Krymski.
Jak więc należy traktować autonomię Krymu? Jako enklawy rosyjskiej? Jako ojczyzny Tatarów? Czy też może czegoś na wzór skompromitowanych tworów w rodzaju Wolnego Miasta Gdańska?
Obojętnie jaki wariant się wybierze, mnie zawsze będzie się to kojarzyć z Izraelem i autonomią Palestyny. Chociaż na samym Krymie Tatarów jest niewielu (dzisiaj ~10%?), jednak na świecie jest ich jeszcze całkiem sporo. I są to skupiska, które zachowały swoją tożsamość i kulturę.
Rozsiani są po całej Eurazji - od Polski po Bajkał. W Rosji mieszka ich ponad 5,5 miliona, na Ukrainie 350 tys., w innych państwach dawnego ZSRR około 2,1 miliona, w Polsce i Rumunii około 30 tys. i dodatkowo w USA około 10 tys. W ostatnich latach można zauważyć widoczne już ruchy imigracyjne.
Parlament Krymski podjął decyzję o przeprowadzeniu w maju br. referendum w sprawie rozszerzenia autonomii tej republiki. Jest to oczywiście pierwszy krok do odłączenia się Krymu od Ukrainy. Tatarzy krymscy są temu zdecydowanie przeciwni. Jednak co ciekawe, Światowy Kongres Tatarów przestrzegł krymskich Tatarów przed "politycznym radykalizmem zrodzonym na kijowskim Majdanie". Z kolei prezydent Tatarstanu (autonomiczna republika będąca częścią Rosji) wezwał krymskich Tatarów do "pokoju i zgody z ludnością rosyjską". Temu akurat się nie dziwię, gdyż Światowy Kongres Tatarów ma swoją siedzibę w stolicy Tatarstanu właśnie.
Tak więc wraz z wyborem nowego prezydenta Ukrainy, na Krymie może zapaść decyzja o tym, że Krym jest częścią Ukrainy jedynie na zasadzie umowy międzynarodowej, której wypowiedzenie przez jedną ze stron nie pociąga za sobą żadnych . Bo do tego zmierza pytanie referendalne: Pytanie poddane pod głosowanie w referendum będzie brzmiało: "Autonomiczna Republika Krymu posiada niezależność państwową i wchodzi w skład Ukrainy na podstawie umów i porozumień - tak lub nie".
Nawet jeżeli udałoby się wykreślić słowa o "niezależności państwowej" to i tak sytuacja się zaogni. Większość mieszkańców Krymu na pewno wymusi poszerzenie autonomii - a wtedy rdzenna ludność półwyspu znajdzie się w sytuacji Palestyńczyków. Nastąpi powtórka ze Stalina.
Co na to Kijów?
Co dalej z Ukrainą?
Sytuacja na Ukrainie wyszła nawet poza ramy czeskiego filmu. Zmierza ku filmom s-f. Na Krymie pojawiło się UFO - doskonale wyposażeni żołnierze, bez dystynkcji i naszywek, na podstawie których można by określić ich przynależność państwową. Na pewno nie są to wojska Ukrainy, Rosja też się do nich nie przyznaje. Nasze wojska są w Afganistanie. Więc jeżeli nie przyzna się do nich USA - pozostaje UFO. Na takie ich pochodzenie wskazuje też sposób ich pojawienia się. Nikt nie widział żadnej kolumny wojskowej, zmierzającej z dowolnego kierunku w kierunku cywilnego lotniska stolicy autonomicznego Krymu. Co prawda w Sewastopolu stacjonuje niejeden garnizon rosyjski - ale Sewastopol nie należy do Krymu. Władzę nad tym miastem w całości sprawuje rząd w Kijowie. Jeżeli oczywiście takowy w ogóle jest.
Ale zostawmy żarty na boku. Sytuacja jest poważna. Rosyjska inwazja na Ukrainę już się rozpoczęła. Na razie jest to "pełzająca" inwazja. Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości co to za wojsko "krąży po Krymie". Może to i szczęście, że w Kijowie jest zamieszanie i nie bardzo wiadomo kto rządzi - Janukowycz, Majdan czy Jaceniuk, nowy premier? Dzięki temu Ukrainie udało się uniknąć reakcji na rosyjska prowokację i powtórzenia scenariusza gruzińskiego.
Chociaż w tym przypadku, Rosja musiałaby dokonać nie lada wygibasów, by popierając separatystyczne "zachcianki" większości obywateli Krymu, jednocześnie wywiązać się z tzw. Memorandum Budapesztańskiego z 1994 roku. W memorandum tym w zamian za rezygnację z broni nuklearnej Rosja, USA i W. Brytania gwarantowały Ukrainie integralność i nienaruszalność jej granic. Swoją drogą ciekaw jestem na ile wspólne interesy tych trzech gwarantów mogą wpłynąć na utratę słuchu i pogorszenie wzroku u dwóch z nich.
Głos "opinii światowej", aczkolwiek wypływający z "poczucia sprawiedliwości", krzyczy - Ukraina ma prawo do rozwiązywania swych problemów własnymi siłami. Ale ten głos brzmi w moich uszach dosyć naiwnie. Bowiem w tej chwili Ukraina tych "własnych sił" nie posiada. Nawet na Majdanie widać było, że to tygiel. Państwo to nie jest jednolite etnicznie. Podejrzewam, że rdzenni Ukraińcy stanowią w nim mniejszość. Większość stanowią tylko w zachodniej (i chyba biedniejszej) części kraju. Reszta to dominacja Rosjan.
Jeżeli teraz ci Rosjanie, zwrócą się z prośbą o pomoc do matuszki Rosiji - ta przecież nie pozostawi bez ich własnemu losowi. A Krym? Terytorium to posiada w ramach Ukrainy pewną autonomię (z wyłączeniem Sewastopola). I o ile historycznie ta autonomia jest usprawiedliwiona, o tyle demograficznie - dzisiaj nie za bardzo.
Jeżeli wszyscy optujemy za prawem do samostanowienia - to weźmy pod uwagę, że Krym nigdy nie był częścią Ukrainy. Na dodatek w 1944 roku zniknął z Krymu ostatni przedstawiciel jedynej autochtonicznej grupy - czyli Tatar Krymski.
Jak więc należy traktować autonomię Krymu? Jako enklawy rosyjskiej? Jako ojczyzny Tatarów? Czy też może czegoś na wzór skompromitowanych tworów w rodzaju Wolnego Miasta Gdańska?
Obojętnie jaki wariant się wybierze, mnie zawsze będzie się to kojarzyć z Izraelem i autonomią Palestyny. Chociaż na samym Krymie Tatarów jest niewielu (dzisiaj ~10%?), jednak na świecie jest ich jeszcze całkiem sporo. I są to skupiska, które zachowały swoją tożsamość i kulturę.
Rozsiani są po całej Eurazji - od Polski po Bajkał. W Rosji mieszka ich ponad 5,5 miliona, na Ukrainie 350 tys., w innych państwach dawnego ZSRR około 2,1 miliona, w Polsce i Rumunii około 30 tys. i dodatkowo w USA około 10 tys. W ostatnich latach można zauważyć widoczne już ruchy imigracyjne.
Parlament Krymski podjął decyzję o przeprowadzeniu w maju br. referendum w sprawie rozszerzenia autonomii tej republiki. Jest to oczywiście pierwszy krok do odłączenia się Krymu od Ukrainy. Tatarzy krymscy są temu zdecydowanie przeciwni. Jednak co ciekawe, Światowy Kongres Tatarów przestrzegł krymskich Tatarów przed "politycznym radykalizmem zrodzonym na kijowskim Majdanie". Z kolei prezydent Tatarstanu (autonomiczna republika będąca częścią Rosji) wezwał krymskich Tatarów do "pokoju i zgody z ludnością rosyjską". Temu akurat się nie dziwię, gdyż Światowy Kongres Tatarów ma swoją siedzibę w stolicy Tatarstanu właśnie.
Tak więc wraz z wyborem nowego prezydenta Ukrainy, na Krymie może zapaść decyzja o tym, że Krym jest częścią Ukrainy jedynie na zasadzie umowy międzynarodowej, której wypowiedzenie przez jedną ze stron nie pociąga za sobą żadnych . Bo do tego zmierza pytanie referendalne: Pytanie poddane pod głosowanie w referendum będzie brzmiało: "Autonomiczna Republika Krymu posiada niezależność państwową i wchodzi w skład Ukrainy na podstawie umów i porozumień - tak lub nie".
Nawet jeżeli udałoby się wykreślić słowa o "niezależności państwowej" to i tak sytuacja się zaogni. Większość mieszkańców Krymu na pewno wymusi poszerzenie autonomii - a wtedy rdzenna ludność półwyspu znajdzie się w sytuacji Palestyńczyków. Nastąpi powtórka ze Stalina.
Co na to Kijów?


Komentarze
Prześlij komentarz