Prywatyzować, sprzedawać, czy nie?
23.02.2014
Polecamy blog z którego pochodzi notka:
Prywatyzować, sprzedawać, czy nie?
W ostatnich dniach podczas pewnego spotkania towarzyskiego jedna z osób namawiała obecnych do poparcia inicjatywy rozpisania narodowego referendum w sprawie przyszłości Lasów Państwowych. Chodzi o to, że w 2016 roku minie okres przejściowy na wykup ziemi przez obcokrajowców i zachodzi obawa, że będą oni wykupywać od państwa nasze lasy. Czy rzeczywiście obcokrajowcy tylko czekają na taką okazję? - to inna sprawa. Myślę, że te obawy są równie przesadzone, co obawy o wykup polskiej ziemi rolnej, czym pewne ugrupowania polityczne straszą nas od wielu lat, a jakoś takiego „potopu” i napływu kupców z zagranicy nie widać.
Zresztą mam wątpliwości czy to, kto jest właścicielem ziemi, w ogóle ma jakieś znaczenie? Ziemia to coś, czego nie da się po kupnie wywieść z kraju. Ona tu, w Polsce pozostanie i nadal będzie podlegać polskiemu ustawodawstwu i opodatkowaniu. Ziemia kupiona przez obcokrajowca wbrew temu co usiłują nam wmówić przeciwnicy takiej możliwości nie stanie się obcym terytorium w sercu Polski. To są bzdury propagandowe narodowej prawicy.
A teraz co będzie gdyby takie referendum w końcu się odbyło? Jestem pełen sprzeczności. Podpisałem się za taką możliwością, ale wcale nie wiem jak bym zagłosował. Chciałbym aby lasy były państwowe, ale z drugiej strony przecież prywatny właściciel nie ogrodzi sobie lasu. Może nawet mógłbym z prywatnego lasu bardziej korzystać niż z państwowego. Pamiętam z dzieciństwa, że te państwowe lasy naprawdę należały do państwa, czyli do społeczeństwa. Można było z nich korzystać w o wiele większym zakresie niż dziś, gdzie las państwowy jest pełen ograniczeń i zakazów. Tu nie wchodź, nie wjeżdżaj, nie biwakuj, nie pal ogniska, nie zbieraj tego czy tamtego, a najbardziej dokucza mi zakaz spacerowania z psem. Kiedyś wybierałem się na wielogodzinne wycieczki do lasu, aby pies mógł się wybiegać. Dziś byle zabijaka zwany myśliwym może zgodnie z prawem w mojej obecności zastrzelić mojego psa hasającego po lesie. Nawet jeśli to będzie nikomu nie szkodzący kanapowy Pimpuś. W żadne teorie o ochronie zwierzyny przed wałęsającymi się psami nie wierzę. To tylko ściema i usprawiedliwienie dla sumienia tych, którzy lubią zabijać cokolwiek. Jak nie uda się zapolować na zwierzynę łowną, to chociaż można ulżyć sobie zabijając psa.
Polecamy blog z którego pochodzi notka:
Prywatyzować, sprzedawać, czy nie?
W ostatnich dniach podczas pewnego spotkania towarzyskiego jedna z osób namawiała obecnych do poparcia inicjatywy rozpisania narodowego referendum w sprawie przyszłości Lasów Państwowych. Chodzi o to, że w 2016 roku minie okres przejściowy na wykup ziemi przez obcokrajowców i zachodzi obawa, że będą oni wykupywać od państwa nasze lasy. Czy rzeczywiście obcokrajowcy tylko czekają na taką okazję? - to inna sprawa. Myślę, że te obawy są równie przesadzone, co obawy o wykup polskiej ziemi rolnej, czym pewne ugrupowania polityczne straszą nas od wielu lat, a jakoś takiego „potopu” i napływu kupców z zagranicy nie widać.
Zresztą mam wątpliwości czy to, kto jest właścicielem ziemi, w ogóle ma jakieś znaczenie? Ziemia to coś, czego nie da się po kupnie wywieść z kraju. Ona tu, w Polsce pozostanie i nadal będzie podlegać polskiemu ustawodawstwu i opodatkowaniu. Ziemia kupiona przez obcokrajowca wbrew temu co usiłują nam wmówić przeciwnicy takiej możliwości nie stanie się obcym terytorium w sercu Polski. To są bzdury propagandowe narodowej prawicy.
A co mi za różnica, czy ziemię uprawia Polak, czy Szwed, Duńczyk, Niemiec albo Francuz? (o kupcach ze wschodu nie mówimy, bo raczej są biedniejsi, a poza tym u siebie ziemi mają w bród). Mogę nawet podejrzewać, że ten zagranicznik będzie lepszym rolnikiem od naszego. Bo kultura rolna w krajach zachodnich, poziom techniczny jest wyższy niż nasz, bo przeciętny rolnik przybyły znad Renu, norweskich fiordów albo kraju tulipanów nie przechlewa tyle pieniędzy, co polski, bo.... jeszcze parę powodów by się znalazło, np. to, że dla rolnika z cywilizowanego świata konieczność opłacania własnego ubezpieczenia emerytalnego, chorobowego itp. nie będzie obrazą i zamachem na wolność osobistą. Tam to są standardy, a polski rolnik podjudzany przez PSL uważa, że państwo chce go okraść.
Dla państwa, a więc w interesie całego społeczeństwa jest ważne, aby ziemia z jednej strony efektywnie żywiła naród, a z drugiej zapewniała dochód z podatków. A w tym wypadku nie ma znaczenia, czy stanie się to za sprawą rolnika narodowości polskiej, czy zagranicznej.
Wracając do wyprzedaży lasów - podpisałem się pod wnioskiem o referendum w tej sprawie. Może to być dziwne o tyle, że za całą akcją stoi PiS, a ja PiS-u nie znoszę, co łatwo zauważyć czytając ten blog. A jednak podpisałem. Podpisałem też pomimo swego krytycznego stosunku do straszenia Polaków perspektywą wykupu ziemi przez cudzoziemców. Więc co mną kierowało?
Nad tym pytaniem głębiej zacząłem zastanawiać się dopiero następnego dnia. Myślę, że powód podstawowy jest taki, iż będąc dzieckiem PRL-u, choć zawsze byłem krytyczny wobec władzy ludowej, trochę jednak jej ideologią przesiąkłem. Dlatego choć potępiam odbieranie w przeszłości przez władze komunistyczne własności prywatnej, to równocześnie teraz „krzywym okiem” patrzę na oddawanie majątków, pałacy, fabryk itp. Stąd także moja niechęć do sprzedawania i prywatyzowania wielkich firm państwowych, często będących jakimiś symbolami narodowymi, szczególnie gdy w nazwie mają wyraz „Polski”. Chciałbym, aby takie firmy jak Polskie Koleje Państwowe, Polskie Linie Lotnicze Lot, Polskie Linie Oceaniczne, Polska Żegluga Morska, Telekomunikacja Polska, Polska Miedź i Poczta Polska, a także Lasy Państwowe były nadal polskie i państwowe. To taka sprawa „honoru” i dlatego podpisałem listę w sprawie referendum niezależnie od tego, kto za tą listą stoi.
Sądzę jednak, że wiele osób sprzeciwia się prywatyzacji i sprzedaży narodowego majątku z zupełnie innych powodów. Po pierwsze z powodów politycznych: jestem przeciw, bo to pomysł „zdrajcy” Tuska. Gdyby chciał sprzedawać lub prywatyzować Kaczyński – a to zupełnie inna sprawa. Kaczyński prywatyzowałby dla dobra Polski, a Tusk prywatyzuje dla Brukseli i rodzimych kombinatorów.
Po drugie myślę, że większość przeciętnych obywateli rozumuje egoistycznie - skoro mnie nie stać na kupienie lasu, to trzeba nie dopuścić, aby ktokolwiek inny to zrobił. To takie typowo polskie podejście: udupić każdego kto się wychyla, kto wyjdzie ponad przeciętność.
A teraz co będzie gdyby takie referendum w końcu się odbyło? Jestem pełen sprzeczności. Podpisałem się za taką możliwością, ale wcale nie wiem jak bym zagłosował. Chciałbym aby lasy były państwowe, ale z drugiej strony przecież prywatny właściciel nie ogrodzi sobie lasu. Może nawet mógłbym z prywatnego lasu bardziej korzystać niż z państwowego. Pamiętam z dzieciństwa, że te państwowe lasy naprawdę należały do państwa, czyli do społeczeństwa. Można było z nich korzystać w o wiele większym zakresie niż dziś, gdzie las państwowy jest pełen ograniczeń i zakazów. Tu nie wchodź, nie wjeżdżaj, nie biwakuj, nie pal ogniska, nie zbieraj tego czy tamtego, a najbardziej dokucza mi zakaz spacerowania z psem. Kiedyś wybierałem się na wielogodzinne wycieczki do lasu, aby pies mógł się wybiegać. Dziś byle zabijaka zwany myśliwym może zgodnie z prawem w mojej obecności zastrzelić mojego psa hasającego po lesie. Nawet jeśli to będzie nikomu nie szkodzący kanapowy Pimpuś. W żadne teorie o ochronie zwierzyny przed wałęsającymi się psami nie wierzę. To tylko ściema i usprawiedliwienie dla sumienia tych, którzy lubią zabijać cokolwiek. Jak nie uda się zapolować na zwierzynę łowną, to chociaż można ulżyć sobie zabijając psa.
Dlatego tak sobie myślę, że gdyby część lasów była prywatna, to może znaleźli by się tacy ich właściciele, którzy przegoniliby „na zbity pysk” myśliwych i pozwolili na spacery z psami. Byłbym nawet gotów zapłacić jakąś symboliczną złotówkę (albo euro) za prawo wejścia do takiego prywatnego lasu. I dlatego jeszcze nie wiem, czy jestem ZA, czy PRZECIW.

Komentarze
Prześlij komentarz