Okiem emeryta (65)

Odcinek 56 - czyli jak rzuciłem palenie!
Jeszcze nie zacząłem pisać, a już muszę odwoływać. Nie rzuciłem palenia papierosów! Jestem dopiero w trakcie rzucania. Zaledwie trzy tygodnie abstynencji!
Historia porzucania tego nałogu jest długa niemal jak sam nałóg. Ma więc ponad 40 lat. W młodym wieku, niestety kończyło się tylko na deklaracjach. Nie było nawet próby podjęcia wyzwania.
Później, gdy człowiek już wyrósł z lat cielęcych - zacząłem poważniej podchodzić do problemu nałogu. Nie, żebym miał coś przeciwko nałogom, ale powoli szkodliwość nikotyny zaczęła torować sobie drogę do mojej świadomości.
Zacząłem więc "poważnie" rzucać palenie. Tak co kilka lat, z różnymi wynikami. Miałem nawet sukces - trzy miesiące bez palenia. Jednak w którymś momencie stwierdziłem, że rzucanie palenia jest zbyt łatwe, by poważny facet tym się zajmował. I w ten sposób po kilkunastu próbach postanowiłem pójść drogą Gustawa Holoubka. Onże, pytany o to jak zachować pogodę duch po kres życia, odpowiedział: "mależy być absolutnie wiernym swoim nałogom".
Ale wraz z wiekiem, pogarszaniem się zdrowia i wzrostem ceny papierosów - sprawa powróciła. Na dodatek Choroba żony wymusiła na niej całkowite odstawienie papierosów. Więc i ja, jako przykładny mąż nie miałem wyjścia. Aby ułatwić żonie "odwyk" i nie przypominać o "potrzebie" zapalenia - też odstawiłem to świństwo do kąta.
Po co o tym piszę? Piszę, gdyż zdaję sobie sprawę z tego, że moja silna wola jest - niestety - bardzo słaba. Publiczna więc deklaracja ma na celu zawstydzać moja "silną wolę" w chwilach jej słabości.

Wszystko to co powyżej napisałem służyć ma jedynie jako moralizatorska przypowieść dla młodzieży. Prawda zaś jest zgoła inna. Rzucam palenie, bo dowiedziałem się, że:

Komentarze
Prześlij komentarz